Powolny powrót do biegania

Pierwszy, świadomy bieg z fasolką zaliczony. Jak było?? Wspaniale. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Tego mi właśnie trzeba było. Na początku nie bardzo mogłam sobie poradzić z tętnem i wczuciem w odpowiedni rytm biegu. Ale po 1km już jakoś poszło. Spędziłam wspaniałe 5km (ok.50min) na bieganiu po pięknym, zielonym, pełnym ciszy i tlenu lesie Osobowickim. Tylko ja i kojąca zieleń. Cudownie 😀

A dziś trening domowy: na rozgrzewkę rowek stacjonarny. Potem będę robić brzuszki przeplatane z ćwiczenia na pośladki. Na koniec ćwiczenia z gumami na mięśnie rąk. I jakieś przyjemne rozciąganie. Nad nim muszę popracować bo jak na razie idzie mi najsłabiej :/

A z rzeczy przyziemnych: zbliżamy się do końca remontu i chyba w przyszłym tygodniu się przeprowadzimy. A za miesiąc urlop 😀 Odliczanie włączone 😉

Bieg na 6 łap

Trzecia edycja tego wydarzenia sportowo-pomagającego miała miejsce 20.06. W czasach przed-fasolkowych miała to być dla mnie rozgrzewka przed Nocnym Półmaratonem. Jak wiemy, półmaraton poszedł na roczny urlop, więc z rozgrzewki zrobił się standardowy bieg, chociaż koniec końców był to marsz 😉 Dlaczego marsz? Zaraz wyjaśnię, ale po kolei.

Silna grupa chyba ok. 20 osób zebrała się pod schroniskiem i wyczekiwała niecierpliwie na wydanie piesełów. Wydawaniu towarzyszył harmider, że aż miło. Psiaku jak zawsze wspaniale grzeczne, pełne energii wychodziły do nas i każdy mógł wziąć tego który przydał mu do gustu. Mi przypadła do gustu Fuszka. Ci którzy już biegali z nami wcześniej jednogłośnie stwierdzili, że jest bardzo podobna do mojej poprzedniej dwukrotnej towarzyszki Tary. Tu mała dygresja: Tara została szczęśliwie adoptowana i jak na razie nie wróciła do schroniska, więc mam nadzieję, że już nie wróci. Gdy już udało się ogarnąć to 6 nożne towarzystwo, skierowaliśmy się do lasu Osobowickiego na pokonanie standardowych pętelek. Jak zawsze były dwie do wyboru: dłuższa i krótsza. My jak zawsze zaczęłyśmy od dłuższej, potem postawiłyśmy na krótszą i na koniec na dobicie 😉 znowu dłuższa.

Atmosfera rodzinna, dwunożni uczestnicy uśmiechnięci, czworonożni również, ogony chodziły nieprzerwanie 😀

Czemu z biegu zrobiłam marsz?? Bo za Chiny nie mogłam utrzymać tętna 😉 Bieg z psem to niestety jeden wielki interwał, a ja na dodatek miałam 1,5 tygodnia przerwy więc wolałam nie ryzykować. Zrobiłyśmy z Fuszką za to prawie 10km w niecałe dwie godziny. Myślę więc, że wyszło jej to na dobre, dużo czasu spędzonego poza schroniskiem, ale nie przemęczyła się za bardzo. Sama przyjemność 😀

Drobnymi kroczkami do przodu

Dziś byłam na konsultacji i trenerki personalnej. Chciałam dowiedzieć się co, jak i ile mogę ćwiczyć. Interesowało mnie zdanie osoby doświadczonej w sporcie jak i macierzyństwie, a taka właśnie jest Kasia Kopecka. Prowadzi z mężem studio treningu personalnego ForFit . Jej wiedza na temat aktywności fizycznej u przyszłych mam jest ogromna. Mogłabym siedzieć i jej słuchać godzinami 🙂 Dlaczego jednak zdecydowałam się na takie konsultacje gdy „wszystko” można znaleźć w Internecie?? Dlatego, że właśnie to „wszystko” mnie przeraża w tym Internecie 😉 Na każdy temat zawsze są dwie strony medalu. Wiem, że każda kobieta reaguje inaczej, że nie można generalizować, ale jak czytam na jeden temat dwie przeciwstawne opinie, to stwierdzam, że już nic nie wiem. Chciałam z tego właśnie powodu porozmawiać z profesjonalistką, a nie polegać tylko na milionach opinii osób o których nawet nie wiem czy istnieją i są tymi za których się podają :/

Co wyniosłam z tej konsultacji? To co dla mnie najważniejsze: spokój i pewność w tym co mogę robić a czego nie.

Mogę:

  1. biegać, ale tylko w progu tlenowym. Idealnie się złożyło, że przeszłam badania wydolnościowe i określono mi bardzo dokładnie moje progi, dzięki temu wiem ile moje tętno wynosi w danych przedziałach – dla mnie max to 150ud/min.
  2. Robić brzuszki w pierwszym trymestrze na mięśnie proste aby je wzmocnić, a potem już tylko na mięśnie skośne, bo proste się już będą tyko rozciągać.
  3. Ćwiczyć lędźwie, ale tylko w pierwszym trymestrze gdy można jeszcze leżeć na brzuchu. Potem już ten rodzaj ćwiczeń odpada, tzn. wymagający leżenia na brzuchu, inne mogą być.
  4. Ćwiczyć mięśnie rąk, nawet do 5kg, dziecko będzie noszone to trzeba ręce przygotować 😉 W pierwszym trymestrze radzi się ćwiczyć na własnym ciężarze, z gumami, damskie pompki. Hantle proponuje się od drugiego. Aha i nie podnoście rąk nad głowę 😉
  5. Pływać, maszerować, jeździć na rowerze stacjonarnym, orbitreku.

Nie powinnam:

  1. Jeździć na rowerze, a przynajmniej ona tego nie poleca. A jeśli już to tylko po nawierzchni która nie powoduje dużo wstrząsów, aby szyjka macicy się nie obkurczała od uderzeń.
  2. Jeździć na rolkach lub innych urządzeniach, gdzie wiele rzeczy nie zależy od nas. Jak na rowerze, tak i na rolkach nie tylko nasza równowaga odpowiada za nas, ale i inne czynniki: samochody, ludzie, równość terenu. Stwierdziłam, że te sporty i tak są dla mnie w mniejszości, więc nie będzie trudno z nich zrezygnować. Mieszkam na 4 piętrze i znoszenie/wnoszenie roweru za każdym razem mogłoby mnie dobić 😉 Rolek też u siebie nie do końca mam jak wykorzystać więc to nie będzie wielka strata.
  3. Używać maszyn siłowych na siłowni – i tak za nimi nie przepadam 😉
  4. Wykonywać planków tradycyjnych :/

Na razie staram się przyzwyczaić do myśli. Próbuję sama, ale pomyślałam sobie, że może z czasem zapiszę się na jakieś zajęcia grupowe dla kobiet w ciąży. Mogą okazać się całkiem ciekawe.

Cieszę się, że poszłam do niej, ponieważ trochę usystematyzowała moją widzę i to co wyczytałam 😉 Teraz mogę spokojnie oddać się temu co lubię czyli ruchowi 😀 A że ruch jest to pokaże w następnych wpisach 🙂

Zapraszam !!

Wyobraźnia działa czy to jednak objawy??

Internet i wujek Google to chyba jednak nie jest zbawienie naszych czasów 😉 Jak tylko wizyta u mojej gin i trzeci wynik potwierdziły ciążę od razu zaczęłam odczuwać typowe objawy ciążowe dla tego szacowanego okresu 😉 Na szczęście nie są to mdłości, ale dziwna senność i wzmożone bieganie do toalety. Ja jestem osobą, która do toalety chodzi rzadko. Owszem kawa i herbata oraz piwo są również i u mnie moczopędne, ale to co teraz się dzieje, jest niedopisania. A to ponoć dopiero początek :/

Poza tym muszę dokładnie popatrzeć ile ja tych kalorii powinnam przyjmować, bo chyba moje +-1800 jest niewystarczające. Wyczytałam, że między 2300-2800 powinnam oscylować. Choć te 2800 to jak na mój gust mocno zawyżone chyba jest. Nic to pozostaje mi rozmowa z moją gin i trenerką.

No tak nie wspomniałam, ale znalazłam sobie trenerkę, która poprowadzi mnie sportowo przez tą ciążę. Szczególnie na początku chcę się dowiedzieć wszystkiego dokładnie od konkretnej, wykształconej osoby, a nie z wujka Google. Niestety moja Angelika wyjechała więc musiałam znaleźć kogoś innego. Ta dziewczyna wydaje się fajne. Na stronie poczytałam o niej, i uważam, że jest godna zaufania. Zobaczymy. Na pewno napiszę coś po naszym pierwszym spotkaniu.

Jak do tej pory, ćwiczę to co wcześniej. Dorzuciłam pół planki i planki boczne. Na razie jest ok, ale z utęsknieniem patrzę na każdego biegacza czy biegaczkę na ulicy. Ściska mnie wtedy w żołądku strasznie 🙁 Mam nadzieję, że już nie długo będę regularnie wietrzyła mój biegowy out fit 🙂

Długie powolne ruchy

Pierwszym pytaniem do mojej gin było: czy mogę biegać? Nie widziała przeszkód. W sumie to nie wiele widziała na USG 😉 więc jakie przeszkody mogła zobaczyć?? Uspokojona wróciłam do domu, ale K. nie bardzo jakoś chciał w to uwierzyć :/ Dopytywał i dopytywał, aż w końcu obiecałam, że do następnej wizyty (16 czerwca) poczekam. Wtedy będzie coś widać (powinno być) i na spokojnie będę mogła wypytać moją gin o wszystko: sport, jedzenie, itd.

Nie omieszkałam jednak zapoznać K. z kilkoma artykułami na temat biegania w ciąży 😉 A co niech wie i się dokształca 😉 Poza tym skoro muszę poczekać na bieganie to korzystam chętnie z rowerku stacjonarnego rodziców (mieszkamy u nich na czas remontu) i ćwiczę sobie mięśnie nóg, pośladków i rąk. W końcu to te części ciała będę narażone na duże obciążenie związane z noszeniem stworka.

Dziś pierwszy trening ciążowy:

  1.  Rozgrzewka na rowerku: 10min, 3,3km
  2. Ćwiczenia na pośladki stąd: (RunTheWorld) plus przysiady na palcach i jednej nodze
  3. Ćwiczenia na mięśnie rąk z gumami treningowymi
  4. Deska tradycyjna: 3*30sek
  5. Rozciąganie

Na samo wspomnienie tego przyjemnego zmęczenia uśmiecham się do siebie 😀 Nie ma opcji, że będę się obijała. Oczywiście tylko pod warunkiem, że będę się dobrze czuła. Nie jestem wariatką i wiem, że właśnie przestałam robić wszystko tylko dla siebie. Muszę brać pod uwagę potrzeby tego ziarenka, które zaczęło kiełkować, ale skoro czuję się dobrze to nie widzę powodu dla którego mam ograniczyć jakoś mocno moją aktywność fizyczną.

Trzymajcie kciuki 😀

Jestem wersją nieustandaryzowaną

Ja nie mogę jak wszyscy. Ja muszę po swojemu 😉 W ciąże nie można spontaniczne zajść i potem zastanawiać czy to było wtedy czy może w inny dzień. Nie, nie, ja będę wiedzieć dokładnie kiedy to było 😉 A skoro zajść w nią trzeba było z dzwonkiem to i dowiedzieć się o niej również. Nie jakieś tam wyczekiwanie na pojawienie się drugiej kreski 😉 Kto by tam się zastanawiał czy test ci prawdę mówi czy nie. Ja tam poszłam po bandzie i sobie od razu krew badałam 😉 Nie lubimy niedomówień 😉 A test?? A dwie kreski?? A i owszem, co by trochę nudy wprowadzić do całej tej sytuacji, test się zrobiło. A co 😉

Nudności?? Kto?? Ja?? Zlitowano się na razie nade mną i wzięto pod uwagę, że ja NIE CIERPIĘ, ale to bardzo bardzo NIE CIERPIĘ zwracać. No po prostu NIE CIER PIĘ. I na razie jest lajt 😉 Ale to pewnie po mamusi mam 😀 W sensie brak nudności, chociaż niechęć do tej czynności również 😉

Pierwsze pytanie do mojej gin: mogę biegać?? Nie było co jeść, co pić, jak żyć 😉 tylko bieganie 😉 I najpiękniejsza odpowiedź: tak 😀

Zapraszam do świata niestandaryzowanego 😉 Może być ciekawie 😀

Nowe rozdanie

To dopiero początek, ale coś tam ponoć kiełkuje. Znaki z krwi i… i w sumie tylko z krwi 😉 na to wskazują. Gin też tak mówi, więc chyba należy wierzyć, nie?? Dlatego też się staram. Tzn. wierzę, ale staram się patrzeć realistycznie, aby się nie zawieść w razie jakiegoś przykrego obrotu spraw. Dobre takie nastawienie czy nie?? Sama nie wiem, i pewnie wiedzieć nie będę. K. mówi, że on czarnowidztwa nie uprawia, ale ktoś w tym związku musi twardo stąpać po ziemi 😉 Padło na mnie 😛

 

Aby jednak było wszystko klarowne i jasne, zacznę od początku. Nie będzie opowieści o zmęczonych oczach od wypatrywania dwóch kresek ledwo widocznych na teście 😉 Nie, nie. Nie będzie, ponieważ u nas nie może byś sztampowo. U nas musi być inaczej, z podejściem indywidualnym 😀 Dlatego też, pierwszy wynik zobaczyłam na ekranie komputera. A co, taka jestem nowoczesna 😀 Po zapoznaniu się z opiniami i analizami wyniku, wizja, że może być on zakłamany przez zastrzyk, skierowała mnie na ponowne kłucie w żyłę. Pani Kasia, już zaznajomiona z moim imieniem idealnie 😉 zaprosiła mnie do gabinetu i ponownie sprawnie i bezboleśnie pobrała krew, i życzyła powodzenia. Nie pozostało mi nic innego jak wyczekiwać wyniku i co i rusz sprawdzać czy już jest. Był, znowu pozytywny, wzrósł modelowo. Dlatego też odwiedziny u mojej gin nie zostały odwołane. Bardzo się ucieszyła, że obyło się nam bez inseminacji czy in vitro. Zawsze to mniej stresu (nie mówiąc o zaoszczędzonych funduszach 😛 ). Na razie widać tylko przygotowania organizmu do tych 9 miesięcy, ale jesteśmy pełni nadziei. Krew znowu pobrana, i betaHCG znowu wysokie 🙂 Idzie ku dobremu.

 

Oczywiście moje pierwsze pytanie: czy mogę dalej biegać?? I moja gin z uśmiechem na ustach mówiąca: tak 😀 Uff kamień spadł mi z serca. Cieszę się, że nie trafiłam na lekarkę, która w tego typu formach aktywności widzi problem. Niestety, półmaraton idzie w odstawkę na rok. Nie zaryzykuję przebiegnięcia tego dystansu pierwszy raz na samym początku ciąży. Niby wiedziałam, że tak się może stać, ale chyba nie do końca wierzyłam, że moja przypadłość pozwoli na naturalne poczęcie i to tak szybko. Owszem gdzieś z tyłu głowy miałam myśl, że się uda, ale wolałam się nie nastawiać, aby nie było bolesnego rozczarowania. A tu taka surprise 😀 Co się odwlecze to nie uciecze. Nocny półmaraton będzie i za rok, akurat spokojnie przygotuję się do niego po porodzie 😉

 

Nawet teraz jak to piszę to wiem, że jeszcze chwilę poleży ten wpis na komputerze, aby za wcześnie nie wyskakiwać na światło dzienne. Ale plan nowego rozdania już mam. Postaram się opisywać regularnie poczynania biegające przyszłej matki, i zmagania z formą również na inne sposoby.

 

 

Zapraszam chętnych do komentowania, na pewno na wszystkie komentarze odpowiem 🙂