Dylema(t)my

Im dalej w las tym trochę się tych dylematów pojawia. Może i błahe, może i głupie, ale dla mnie istotne.

Jutro jest 33 Maraton Wrocławski i chyba się przejdę pokibicować. Trasa jest niedaleko mnie, kolega biegnie więc pewnie się przejdę. Teraz już mogę, bo na półmaraton nocny bym nie dała rady. Za wcześnie to było dla mnie, za bardzo mi było szkoda, że nie mogłam w nim pobiec. „Jak to szkoda, przecież w ciążę zaszłaś”. Ano szkoda. Szkoda mi było tych tygodni i miesięcy przygotowań. Tego potu wylanego, tych kilometrów przebiegniętych. Jasne, mięśnie mi za to podziękują i na pewno nie zapomną. Ale jednak taki malutki żalik pozostał :/ Ale i postanowienie na przyszły sezon: Nocny Półmaraton zaliczę w 2016r. 

Ten jutrzejszy maraton to taki mój początek będzie. Początek do powrotu do zawodów. Na razie tylko jako kibic, ale dla mnie to już coś. Będzie to znaczyło, że wracam do normalności i ten żalik idzie w niepamięć. Tak więc Maraton, a późnej cykl City Trail. Szczególnie, że tam będę robić za fotografa dla nowych koleżanek 🙂 Kto wie, może uda się przetruchtać ostatni bieg (27/02/2016)?

Inny dylemat to samo bieganie. Uwielbiam biegać, ale pojawia się czasami głos z tyłu głowy: po co skoro i tak się wlokę, po co skoro nie mogę podnosić swojej szybkości czy wytrzymałości? I tak walka trwa. Powoduje ona złość na siebie i zamiast poprawy humoru, po treningu zastanawiam się czy było warto. Jasne, że było tylko to przychodzi za chwilę, nie od razu. Może urozmaicenie pozwoli mi na poprawę nastroju. Plan już mam, nic tylko go wdrożyć 🙂

Dziś dla odmiany był Bieg na 6 łap 🙂 Zdjęcia można podziwiać tu    Zapraszam

Powrót do zdrowia?

Mam nadzieję, że to właśnie to 🙂 I że w związku z tym wrócę do aktywności sportowej, ponieważ zapalenie krtani i katar alergiczny nie sprzyjały wysiłkowi 😉

Najpierw jednak powiem co mi pomogło, bo jak wiemy ciąża umiejętnie wyklucza wiele leków, które byśmy użyły w leczeniu.

Płukałam gardło naparem z szałwii 5-6 razy dziennie. Piłam sporo napojów. Były to akurat jedne z najbardziej ciepłych dni więc nie były to ciepłe napoje, ale napoje w temperaturze pokojowej. Piłam rumianek, herbatę malinową, wodę z sokiem z malin i samą wodę.Do tego ssałam tabletki Isla cassis dosyć często. Dwa razy dziennie starałam się wypić witaminę C i wapno. Do tego syrop Pyrosal polecony przez koleżankę, która tylko to brała w ciąży.

Pomogło?? Pomogło 🙂 Głos wrócił po dwóch dniach. Katar niestety trochę dłużej się utrzymywał, ale już prawie go nie ma.

Mam nadzieję, że to pierwsza i ostatnia choroba w tym moim nowym stanie 😉 Jak mówi powiedzenie: co za dużo to niezdrowo 😀

Tradycja rodzinna??

Ponownie mam dwa dni wolnego. Tym razem jednak nie jest to zaplanowany urlop tylko wymuszone L4. Przypałętało mi się zapalenie krtani, czego od czasów pracy w szkole (4 lata temu) nie miałam. A tu proszę taka niespodzianka :/ Najbardziej denerwujące w tym jest to, że ani nie jadłam ani nie piłam nic zimnego, a i tak nie udało mi się ustrzec od złego. Z drugiej strony jednak może to jest tradycja rodzinna?? Jak już wspominałam w innym wpisie, na razie po mamusi mam spokój od mdłości 😉 Możliwe, że i to zapalenie dostałam w spadku. Ja też jej odebrałam głos, ale ja przynajmniej poczekałam na ostatni miesiąc ciąży, gdy to już nie było tak problematyczne, chociażby uniemożliwiające pracę :/

Na pewno znajdzie się ktoś kto zapyta: L4? Na zapalenie krtani?

Niestety tak. Nie jestem z tego dumna, ale nie wiedziałam, i dalej w sumie nie wiem, co może się z tego wykluć (mam nadzieję, że nic). Ograniczenia lekowe są mega. Mam dużo pić aby nawilżać gardło i płukać szałwią. Do tego tabletki na kaszel i chrypę i mam nadzieję, że do poniedziałku mi przejdzie. Bo jest huk roboty:/ I źle mi z tym, że musiałam to wszystko zostawić.

Mam nadzieję, że mi przejdzie szybko. A dziś we Wrocku awaria wodociągów. I dziewczyny nie mają wody w pracy, więc w sumie dobrze, że jestem na L4 przynajmniej nie mam problemu z korzystaniem z toalety 😉