Piąty bieg na sześć łap za nami

Jak tylko oddział wrocławski Biegu na Sześć Łap ogłasza datę kolejnego biegu lista chętnych zapełnia się w tempie ekspresowym. Całe szczęście dostajemy coraz to i więcej psiaków więc chętni mogą zapisać się w ciągu przynajmniej dwóch dni, a nie jak było na początku w ciągu dwóch-trzech godzin 😉 Nie inaczej było i tym razem. Dosyć szybko lista dobiła do 16 osób, a reszcie chętnuch nie pozostało nic innego jak liczyć na to, że załapią się z listy rezerwowych. Jest na to zawsze spora szansa, ponieważ we Wrocławiu biegi są średnio co dwa miesiące, więc koniec końców zawsze zdarzy się, że komuś coś przeszkodzi we wzięciu udziału w wydarzeniu.

Poranek przywitał nas mgliście było trochę chłodno więc wszyscy czekali w budynku schroniska 😉 Padł nawet pomysł truchtania w środku 😉 Na szczęście naszej akcji zawsze się szczęści i pogoda również tym razem nam sprzyjała. Mgła się podniosła i momentami nawet świeciło słońce. Po zbiórce wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na wydanie piesełów i skierowali się na, dla niektórych, pierwszy bieg (mam nadzieję, że nie ostatni). Psiaki jak zawsze podekscytowane, ludzie pewnie nie mniej po szybkiej odprawie w lesie Osobowickim polecieli aż się kurzyło 🙂 My z Kazikiem (znowu) spacerowaliśmy sobie spokojnie i statecznie jak na psa w jego wieku przystało 🙂

Tak, tak wiem ja znowu mam psa-szczotkę 😀 No cóż taka moja karma, nic na to nie poradzę, że to właśnie one patrzą na mnie tymi swoimi oczkami i krzyczą: weź mnie, weź mnie!! 😀
 Po prawie dwóch godzinach skierowaliśmy się do schroniska i z ciężkim sercem oddaliśmy nasze pieseły do boksów :/
Po więcej zdjęć zapraszam na mój profil na FB Sportymum a chętnych informacji dotyczących całej akcji zapraszam tu
Niech pieseł będzie z wami!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *