Bieganie rano to nie bieganie :/

olejne podejście do biegania rano spełzło na niczym.

Moje wcześniejsze próby tłumaczyłam sobie złym nastawieniem, nieprzygotowaniem, brakiem przekąski itd, itp.

Dziś jednak doszłam do zupełnie innego wniosku i to jest chyba ten wniosek właściwy. Z powodów oczywistych skupiałam się dziś mocno na tętnie. I to co zobaczyłam spowodowało, że po 1km zawróciłam, bo takie szarpanie się nie miało sensu. Wystarczyło kilka metrów biegu, a tętno miałam już powyżej 150 uderzeń. W moim wypadku jest to za dużo. Aby bieganie było dla mnie i fasolki bezpieczne nie powinnam przekraczać 152 uderzeń maksymalnie, a tu nagle pojawiło się 160. Trochę jak na mój gust za dużo. W godzinach popołudniowych nie mam takiego problemu. Wtedy wszystko jest w porządku i do opanowania.

Zaczęłam się zastanawiać czemu tak jest? Wydaje mi się, że jestem rano za słabo nawodniona. Gdy biegam po pracy to za mną cały dzień spożywania różnego typu napojów. Nawet jeśli biegnę około południa to już jestem po sporej dawce płynów. A rano, aby też nie przesadzić i nie wlać na siłę, uda mi się wypić szklankę wody :/ I to chyba jest największy problem.

Teraz też wiem już, że nie ma sensu zastanawiać się nad wstawaniem wcześniejszym i bieganiem rannym. W moim przypadku to starta czasu i energii. Rano to tylko spacery 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *