Bieg na 6 łap

Trzecia edycja tego wydarzenia sportowo-pomagającego miała miejsce 20.06. W czasach przed-fasolkowych miała to być dla mnie rozgrzewka przed Nocnym Półmaratonem. Jak wiemy, półmaraton poszedł na roczny urlop, więc z rozgrzewki zrobił się standardowy bieg, chociaż koniec końców był to marsz 😉 Dlaczego marsz? Zaraz wyjaśnię, ale po kolei.

Silna grupa chyba ok. 20 osób zebrała się pod schroniskiem i wyczekiwała niecierpliwie na wydanie piesełów. Wydawaniu towarzyszył harmider, że aż miło. Psiaku jak zawsze wspaniale grzeczne, pełne energii wychodziły do nas i każdy mógł wziąć tego który przydał mu do gustu. Mi przypadła do gustu Fuszka. Ci którzy już biegali z nami wcześniej jednogłośnie stwierdzili, że jest bardzo podobna do mojej poprzedniej dwukrotnej towarzyszki Tary. Tu mała dygresja: Tara została szczęśliwie adoptowana i jak na razie nie wróciła do schroniska, więc mam nadzieję, że już nie wróci. Gdy już udało się ogarnąć to 6 nożne towarzystwo, skierowaliśmy się do lasu Osobowickiego na pokonanie standardowych pętelek. Jak zawsze były dwie do wyboru: dłuższa i krótsza. My jak zawsze zaczęłyśmy od dłuższej, potem postawiłyśmy na krótszą i na koniec na dobicie 😉 znowu dłuższa.

Atmosfera rodzinna, dwunożni uczestnicy uśmiechnięci, czworonożni również, ogony chodziły nieprzerwanie 😀

Czemu z biegu zrobiłam marsz?? Bo za Chiny nie mogłam utrzymać tętna 😉 Bieg z psem to niestety jeden wielki interwał, a ja na dodatek miałam 1,5 tygodnia przerwy więc wolałam nie ryzykować. Zrobiłyśmy z Fuszką za to prawie 10km w niecałe dwie godziny. Myślę więc, że wyszło jej to na dobre, dużo czasu spędzonego poza schroniskiem, ale nie przemęczyła się za bardzo. Sama przyjemność 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *