Bieg Koguta 2/09/2018 Oława – relacja

Bieg Koguta to jeden z nielicznych biegów poza Wrocławiem na który jeżdżę. Oczywiście dlatego, że Oława jest bardzo blisko 😉 Nie przepadam za logistyką wyjazdową, a szczególnie jeśli w planie mam start z Żelkiem. Bieganie z wózkiem to dla mnie spore przedsięwzięcie, więc wolę nie dodawać do tego jeszcze kilometrów dojazdowych.

Pakiet odebrałam dzień wcześniej. Przypadł do gustu młodemu i w trakcie samego biegu również go zajmował (oglądał książeczkę, z linijki odblaskowej zrobił sobie lornetkę, a frotkę miał na ręce 😀 ).

W nocy mocno padało, a ja nie miałam dopasowanej folii do wózka, dlatego też nasz wspólny start stał pod znakiem zapytania do samego wyjazdu.

Niedziela przywitała nas chmurami i brakiem słońca, ale znaki ze stron pogodowych mówiły, że padać już nie będzie ( i nie padało uff). Spakowałam prowiant Żelka – dwie bułki, chrupki kukurydziane, paluszki, banana i jaglankę oraz zapas wody. Do tego obowiązkowo ulubione piosenki Żelka na telefonie (m.in. Mucha w mucholocie, Kaczuszki, Stary niedźwiedź itp.).

Równo o 11:00 wystartowaliśmy. Udało mi się zauważyć jeszcze dwa inne rydwany i polecieliśmy. Kilometry mijały nam ekspresowo. Ze zdziwieniem patrzyłam na tempo na zegarku. Tętno też jak na bieg z wózkiem było niezłe.

Podekscytowany Żelek nie był w stanie zasnąć (choć zazwyczaj to jego pora drzemki), ale na szczęście nie marudził. Był bardzo grzeczny, śpiewał i machał kibicom. Trasa na bieg z wózkiem idealna. Asfalt cały czas, i to w bardzo dobrym stanie. Jedynie między 4:50km a 5:50km, na wysokości pól, było dziurawo i musiałam zwolnić, ale pamiętałam o tym fragmencie, i byłam na niego przygotowana. To wszystko przyczyniło się do super czasu osiągniętego na mecie. 1h03 to czas jakiego nigdy nie osiągnęłam biegając z wózkiem. Lekkość w nogach i super atmosfera dały mi wiarę, że to jeszcze nie koniec naszych wspólnych biegów 🙂 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *