Królestwo podbiegów i jezior – Suwalszczyzna

Suwalszczyzna to kraina, która zaskakuje z każdą wizytą. Dla większości to Mazury, co jest dużym faux pas. Jeśli już to Podlasie (administracyjnie), ale tak naprawdę Suwalszczyzna to Suwalszczyzna i już, koniec kropka. Jest tak inna geograficznie, że tylko po jej poznaniu można to zrozumieć.

Przyjeżdżam tu od 2008 roku (o matko :O 9 lat już WOW), a biegam od 2013. Jak dotąd najlepsze trasy biegowe jakie znam. Nawet bieg brzegiem morza się nie umywa (choć bardzo to lubię). Widoki zapierające dech w piersiach, powietrze które czystością dodaje sił. Pogoda, która dla biegacza jest w 90% łaskawa, bo nawet jak grzeje słońce to wieje wiatr i daje wytchnienie. Te 10% nie łaskawości to zima z temperaturami poniżej -15 stopni 😛 Ale ile tu tej zimy jest (buhahaha :D).

Jest to raj dla miłośników podbiegów, ponieważ tu nie ma płaskich odcinków. Podbieg goni podbieg. Najciekawsze są te trasy gdzie zamiast zbiegu jest kolejny podbieg 🙂 Na początku je liczyłam, ale zawsze w okolicy 10-11 odpuszczałam, bo wiedziałam, że przy kolejnych -nastu czy -dziesięciu stracę rachubę 😛

Tu interwały nie wchodzą w grę (choć w Suwałkach jest nowiutka bieżna, może w końcu ją odwiedzą 😀 ). Długie wybiegania robią się jeszcze dłuższe, bo co i rusz trzeba się zatrzymywać i cykać fotkę kolejnemu pięknemu widokowi. A aparat jest jednym z ważniejszych akcesoriów biegowych.

Po biegu można skorzystać z ochłodzenia się w jednym z tysiąca okolicznych jezior. Są tu i te płytsze=cieplejsze, i te głębokie=chłodniejsze W okresach jesienno-zimowych można do regeneracyjnych rytuałów dorzucić saunę i kąpiel w przerębli. Osobiście nie przepadam, ale dużo osób sobie to chwali.

Podsumowują, aktywny wypoczynek w każdą porę roku tylko na Suwalszczyźnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *