Wegetarianizm – moje początki

„Ja poproszę jajko sadzone.”

„Ale przecież jest kurczak.”

„Nie jem mięsa.”

Taka sytuacja. Długo do niej zmierzałam, aż w końcu podjęłam decyzję. Co mnie skłoniło? Co mnie wstrzymywało? Jak mi idzie? Na te trzy pytania postaram się odpowiedzieć w tym poście.

Od zawsze z mięsem nie było mi po drodze. I nie chodzi tu o te biedne oczka cielaczka czy puchatego króliczka. Mi po prostu mięso nie smakuje. Jeszcze drób jako tako dawał radę. Ostatnio jednak i to mi nie podchodziło. Na samą myśl o zjedzeniu dania z mięsem robiło mi się źle. W związku z tym podjęłam decyzję i odstawiłam je kompletnie. Zostałam przy rybach i nabiale, weganizm to nie dla mnie. Do tego dochodzą też ewentualnie zupy. Jeśli już jakieś gotuje na mięsie to jest to najczęściej wersja wspólna dla mnie i Żelka na filecie bądź polędwicy z indyka. Młody dostaje misz masz ze wszystkiego, a ja sobie mięsne kawałki wyławiam. Gotowanie trzech różnych dań nie wchodzi w grę 🙂

Skoro zawsze miałam problem z mięsem to czemu tyle czasu mi to zajęło? Z lenistwa i braku czasu. W ciąży szło mi dużo lepiej, ponieważ miałam czas na gotowanie i eksperymentowanie. Nie jestem mistrzem gotowania. Zajmuje mi to sporo czasu, a wtedy go miałam. Po porodzie a następnie po powrocie do pracy wydawało mi się, że ogólnodostępność mięsa pozwoli mi zyskać tych kilka chwil więcej czasu wolnego. Może i tak, ale moje samopoczucie wcale do najlepszych nie należało. I tak decyzja została podjęta.

Jak mi idzie? Cały lipiec dałam radę 😉 Pierwszą połowę sierpnia spędziłam w królestwie mięsiwa wszelakiego i ziemniaka. I też nie było źle 😛 A co jem? Śniadania nie uległy zmianie: do musli mięsa nie potrzeba 🙂

a jajecznicy wspólnej jeszcze nie robiłam (jedynie sobie). Obiady to różnego rodzaje jednogarnkowe, dania warzywne z kaszami i strączkami

Kolacje to lekkie sałatki, lub po prostu pomidory z mozarellą 🙂

Do tego poszukuję past na chleb i do maczania np. marchewek. Próbuję nowych koktajli oraz zawsze nieśmiertelnych serów wiejskich.

Czeka mnie teraz spotkanie z dietetyczką aby zweryfikowała czy aby na pewno proporcjonalność składników jakie jem jest ok. Wtedy będzie mi jeszcze łatwiej, tak mi się wydaje. Na razie, wnioskując po samopoczuciu, nie jest źle, więc idę tym tropem.

Kolejne relacje na pewno będą, razem z ciekawymi przepisami.

3 myśli do „Wegetarianizm – moje początki”

  1. Powodzenia! 🙂
    Nie jem mięsa od ponad 18 lat i mogę tylko podpowiedzieć, że warto dobrze zbilansować dietę (słuszna decyzja, by skonsultować się z dietetykiem), ale warto podejść do tego racjonalnie (byłam u kilku i rezygnowałam po tym, jak otrzymywałam propozycje dań…ze względu na pracochłonność i kosztowność).

    1. No właśnie tej pracochłonności i kosztowności się obawiałam i obawiam. Dietetyczka to moja bardzo dobra koleżanka (przyjaciółka), mama dwójki dzieci więc wierzę że podejdzie do sprawy racjonalnie

  2. No u mnie podobnie. Mąż bez mięsa żyć sobie nie wyobraża A synek jeszcze mały.i tak ma sporo alergii wiec wolę na razie mu jeszcze i białka z mięsa nieograniczac. Poza tym to moje początki, ja mogę na sobie poeksperymentowac i na początku np.zle zbalansowac dietę ale na nim tego robić nie będę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *