Bieg Wśród Krasnych Pól – relacja

Bieg wśród Krasnych Pól miał w ostatnią niedzielę (6.08.2017) swoją trzecią edycję. Nie brałam udziału w poprzednich dwóch, ale słyszałam zachwyty innych biegaczy więc nie miałam innego wyjścia jak spróbować tam swoich sił. Termin idealnie zgrał się ze środkiem mojego urlopu na Suwalszczyźnie. Już trochę nogi rozbiegałam po okolicznych górkach i pagórkach, dzięki czemu mojego nogi nie przeżyły szoku 😉

Start był o 14:30. Z jednej strony godzina dobra, bo ja nie lubię biegać z samego rana (zawsze mam wtedy problem z jedzeniem i nawodnieniem), z drugiej trzeba uważać co się je na obiad żeby nie przedobrzyć :/ No i ta temperatura. Niby biegun zimna, niby już chłodne noce, i niby poranek nie zapowiadał gorąca, a tu jednak taka niespodzianka 🙂 Grzało nieźle, dobrze że  na trasie wiało, choć i to było momentami za dużo 😀 W sumie można podsumować bieg słowami: grzało, wiało i podbiegów sporo, ale było super 😀

Odbiór pakietów sprawny, transport na miejsce startu bezproblemowy. Lekkie zdziwienie to modlitwa przed startem, ale klękać nie klękano więc niemodlący się nie rzucali się w oczy 😉

Pierwsze chyba 4km biegło się drogą asfaltową. Czułam przypływ energii i sił, ale starałam się trzymać je na wodze, żeby za szybko nie odpaść. Teraz myślę, że mogłam właśnie wtedy nadgonić, bo kolejne kilometry prowadziły po terenie, po którym nie bardzo dało się prędkości rozwinąć. Nauka na przyszłość. Pozostałe kilometry to już tylko drogi piaskowe, ścieżki polne i leśne a także udeptana trawa przez szczere pole. Dopiero ostatnie 500m biegło się przez Krasnopol.  Nie ukrywam, że przez chwilę myślałam, że GPS źle pokazuje dystans, bo jak to już prawie koniec a tu cały czas pola 😀 Widoki cudne, może uda się pobiec po prostu dla samych widoków i robienia zdjęć 🙂

Trasa super oznakowana (zdjęcie tytułowe) co mnie ucieszyło, bo nie ukrywam, że troszkę się obawiałam czy się nie pogubię (taka zdolna jestem 😛 ). Sporo punktów z wodą i nawet jeden z, chyba, bananami. Rzadkość jak na taki (krótki) dystans 🙂

Na mecie soczewiaki, kiszka, babka ziemniaczana, sękacz i inne przysmaki lokalne. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie i spokojnie uzupełnić spalone kalorie.

Bieg wygrał, oczywiście, Bartek Olszewski (vel. warszawskibiegacz). Wielki szacunek za taki czas w takim upale na takiej trasie 🙂 Ja spotkałam i zamieniłam kilka miłych słów Kasią Gorlo (vel. RunTheWorld) oraz z kolegą z pracy, który okazało się pochodzi z Augustowa (jaki ten świat mały).

Na mecie miłe wiwaty kibiców w osobach teściów. Bardzo miłe kibicowanie przez mojego K. co to mimo zarzekania się, że nie, nie będzie jeździł na zawody to jednak czasami mu się zdarza 😀 No i najwspanialszy kibic na świecie, który jak już mnie zobaczył to nie chciał puścić – mój cudny, kochaniutki, słodziutki Żelek.

Bieg super, polecam wszystkim, którzy chcą pobiegać w pięknych okolicznościach przyrody a przy okazji zażyć trochę rywalizacji 😉

Jak się nadarzy okazja to wezmę w nim udział jeszcze nie raz !!

P.S. trochę statystki: czas 1:19:18, w open na 118 osób byłam 100, a wśród 32 kobiet 23 😀

4 myśli do „Bieg Wśród Krasnych Pól – relacja”

  1. Może za rok jak będę w tym czasie na urlopie na Mazurach to się do Ciebie dołączę 🙂 po opisem zachęciłaś !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *