Lipiec zakończony z przytupem ;)

Lipiec za nami. Kilometry wybiegane. Tendencję zwyżkową można zaobserwować w tym moim kilometrażu choć to dalej nie jest to co rok temu.

Widać i mój powrót do pracy, i żłobek Żelka (to głównie w chorobach naszych i jego). Nie ma jednak co narzekać tylko pracować nad sobą dalej i szukać usprawnień na lepsze jutro.

Pomysł już się zrodził w tej mojej kręconej głowie 😉 Do połówki w Łodzi trenuję sobie na luziku, skupiając się głównie na budowaniu wytrzymałości nadszarpniętej przez choroby. Później postaram się jak najwięcej biegać z Żelkiem i nie ograniczać się tylko do treningów, ale i postartować trochę jeśli będzie nam dane 😉 To zależy od dwóch czynników: samego pasażera – jego cierpliwość i chęć wysiedzenia w wózku; oraz od pogody – mi tam może deszcz zacinać w twarz, a wiatr wdzierać się pod kurtkę, małemu jednak takich „atrakcji” nie zamierzam fundować 😉 Na szczęście w nadchodzącym jesienno-zimowym okresie biegi ograniczają się do 5-10km więc Żelek tyle daje radę wysiedzieć 😉 Gorzej z pogodą, ale bądźmy dobrej myśli 😀

Przede mną jeszcze 10 dni biegania po Suwalskich ścieżkach 😀 W związku z tym myślę, że sierpień dalej będzie w tendencji zwyżkowej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *