Unorthodox – jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów – moje wrażenia

Przeczytałam książkę Deborah’y Feldman i nie ukrywam, że jestem w ciężkim szoku. Nie rozumiem jak można żyć w XX czy XXI w. i nie wiedzieć że się ma pochwę, co to miesiączka, pomylić odbyt z pochwą przy stosunku seksualnym. Dlaczego są osoby (czyt. głównie kobiety), które nie mogą czytać książek, słuchać muzyki/radia, oglądać TV a nawet śpiewać dla własnej przyjemności? Co to za świat gdzie kobieta musi golić głowę, nie może chodzić w spodniach i musi spuszczać wzrok? Gdzie mężczyźni unikają godzin w których dziewczynki wychodzą ze szkoły i idą ulicami, a kobieta miesiączkująca jest nieczysta?

Jasne, ktoś powie, ale Chasydzi uznawani są za sektę, są fanatycznym odłamem Judaizmu. Prawda, fanatyzm religijny to zło. Nie ma znaczenia jaka to religia, fanatycy są przerażający. Mimo wszystko nie rozumiem dlaczego w dzisiejszym świecie gdzie dostęp do wiedzy, informacji jest tak naprawdę prawie nieograniczony (mówię „prawie” bo wiem, że są miejsca odizolowane) takie sytuacje mają miejsce. Fanatycy są w stanie pociągnąć za sobą dużo ludzi. Nie potrafię tego zrozumieć. I nie chcę, bo to by oznaczało, że to zaakceptowałam, a czegoś tak okropnego nigdy nie chcę akceptować.

Podsumowanie miesiąca – lipiec

Lipiec miał być fajny biegowo i sportowo. Starszak w przedszkolu, więc miałam nadzieję na jakieś fajne bieganie i zróżnicowane ćwiczenia. 1 lipca zaliczyłam 4,75km jako rozgrzewkę przed zajęciami z BuggyGym, a popołudniu wybrałam się z Żelkiem na plac zabaw. Niestety nie doszłam na niego 🙁 Po drodze skręciłam kostkę i do domu już musiał nas K. zabrać spod przedszkola. Na szczęście znalazłam już na drugi dzień wizytę u dobrej ortopedki i … zostałam z nogą w stabilizatorze na miesiąc. Na USG zaobserwowano wysięki w górnym stawie skokowym, wzdłuż ścięgien piszczelowych i strzałkowych, ale wiązadło trójgraniaste nienaruszone co jest bardzo ważne. Na szczęście chodzić w stabilizatorze mogłam (ufff spacery co by Dzidziol mógł sobie pospać mogłam uskuteczniać) ale z bieganiem musiałam się wstrzymać. Dostałam podstawowe ćwiczenia na rozciągające, a w domu dołożyłam sobie szybko dodatkowe ćwiczenia w podporze, na które rzadko miałam czas 😉

Tak sobie mijał ten lipiec, gdy w połowie po wizycie kontrolnej okazało się, że dostałam zielone światło na bieganie (nadal w stabilizatorze) oraz nowe dodatkowe wzmacniające i rozciągające ćwiczenia. Odczekałam jeszcze tydzień i w trzecim tygodniu miesiąca postanowiłam spróbować. Nie było źle. Pierwsze 5km nie dało mi się we znaki, więc co kolejny bieg zwiększałam długość. Robiłam to też z myślą, że na początku sierpnia wybieraliśmy się do rodziny na Suwalszczyznę gdzie tereny bardziej pagórkowate, więc wolałam rozruszać tą nogę po płaskim Wrocławiu.

Jakie było moje zdziwienie gdy na koniec miesiąca zerknęłam na statystki i okazało się, że mimo kontuzji pokonałam 135km :O Owszem 112km to spacery a bieganie to tylko 23km, ale to i tak nieźle. Tak więc lipiec to kolejny aktywny miesiąc mimo niesprzyjającym okolicznościom.

Sierpień czas start!!!!