„Tylko proszę nie bić rekordów”

Nieśmiało powiedziałam mojej pani doktor, że sobie troszkę ćwiczę i biegam. Z duszą na ramieniu czekałam na jej reakcję a ona:
„To bardzo dobrze, proszę tylko spokojnie i bez bicia rekordów”
Kamień spadł mi z serca, i z czystym sumieniem dalej sobie truchtam.

Dziś kolejna siódemeczka, tętno jak marzenie, aż chce się jeszcze więcej kilometrów łykać. Staram się w takich sytuacjach kierować rozumem i grzecznie zmierzam do domu.

Żeby nie było, że ja tylko bieganiem i ćwiczeniami żyję to dziś dorzucę również mój jadłospis:

śniadanie: płatki gryczane i otręby owsiane z żurawiną, łyżką gorzkiego kakao i jogurtem naturalnym

obiad: penne pełnoziarniste i smażony łosoś

kolacja: kanapka (graham) z serkiem śmietankowym z tym samym łososiem

Smacznego 🙂

Bieg na 6 łap

W zeszłą sobotę 12/09 w lesie Osobowickim odbyła się 4 edycja Biegu na 6 łap.

Bieg na sześć łap jest to akcja, w której osoby kochające zwierzaki spotykają się cyklicznie w schronisku dla zwierząt i biegają bądź spacerują z psiakami. Wszystko zaczęło się w Olsztynie, ale pozytywne przesłanie tej akcji rozlewa się na całą Polskę. Coraz więcej miast ma już swoje oddziały, a spotkania organizowane przez każdego z nich cieszą się coraz większą popularnością.

Wrocław również ma swój oddział Bieg na Sześć Łap – oddział Wrocław  który stara się jak może i daje z siebie wszystko jeśli chodzi o negocjacje z dyrekcją w sprawie psiaków. Z każdą kolejną edycją mamy możliwość zapewnić spacer/bieganko dla coraz większej ilości piesełów. Główni organizatorzy: Przemek, Sylwia i Bartek dają z siebie wszystko nie tylko w trakcie samej akcji co każdy widzi. Wydaje mi się, że to już jest tylko wisienka na torcie. Ja jednak podziwiam ich za wytrwałość w przygotowywaniu kolejnych edycji, czyli za negocjacje z dyrekcją, za zaangażowanie w samym schronisku między biegami, za przygotowywanie trasy oraz za ogarnięcie samych już uczestników (częściej dwunogów niż czteronogów :P).

Dwie ostatnie edycje biegłam już (spacerowałam) w dwupaku, więc tak można również spacerować, piesełki są wdzięczne za każdy rodzaj aktywności :D. Są to wspaniałe stworzenia, czekające na miłość i odrobinę czułości.

Poza spotkaniami w lesie organizatorzy starają się również promować akcję wśród Wrocławian. Mieliśmy akcję promującą zarówno adopcje jak i sam bieg w centrum Wrocławia. Zainteresowanie było spore, Wrocławianie przyjaźnie podchodzili do naszej akcji i dopytywali się o szczegóły. Mam nadzieję, że kogoś udało nam się przekonać do adopcji bądź naszej akcji.

Jest to wspaniała akcja, która daje wiele radości nie tylko nam, ale piesełkom i to jest w tym wszystkim najważniejsze 🙂

Serdecznie zapraszam wszystkich do brania udziału w tej akcji.

Dylema(t)my

Im dalej w las tym trochę się tych dylematów pojawia. Może i błahe, może i głupie, ale dla mnie istotne.

Jutro jest 33 Maraton Wrocławski i chyba się przejdę pokibicować. Trasa jest niedaleko mnie, kolega biegnie więc pewnie się przejdę. Teraz już mogę, bo na półmaraton nocny bym nie dała rady. Za wcześnie to było dla mnie, za bardzo mi było szkoda, że nie mogłam w nim pobiec. „Jak to szkoda, przecież w ciążę zaszłaś”. Ano szkoda. Szkoda mi było tych tygodni i miesięcy przygotowań. Tego potu wylanego, tych kilometrów przebiegniętych. Jasne, mięśnie mi za to podziękują i na pewno nie zapomną. Ale jednak taki malutki żalik pozostał :/ Ale i postanowienie na przyszły sezon: Nocny Półmaraton zaliczę w 2016r. 

Ten jutrzejszy maraton to taki mój początek będzie. Początek do powrotu do zawodów. Na razie tylko jako kibic, ale dla mnie to już coś. Będzie to znaczyło, że wracam do normalności i ten żalik idzie w niepamięć. Tak więc Maraton, a późnej cykl City Trail. Szczególnie, że tam będę robić za fotografa dla nowych koleżanek 🙂 Kto wie, może uda się przetruchtać ostatni bieg (27/02/2016)?

Inny dylemat to samo bieganie. Uwielbiam biegać, ale pojawia się czasami głos z tyłu głowy: po co skoro i tak się wlokę, po co skoro nie mogę podnosić swojej szybkości czy wytrzymałości? I tak walka trwa. Powoduje ona złość na siebie i zamiast poprawy humoru, po treningu zastanawiam się czy było warto. Jasne, że było tylko to przychodzi za chwilę, nie od razu. Może urozmaicenie pozwoli mi na poprawę nastroju. Plan już mam, nic tylko go wdrożyć 🙂

Dziś dla odmiany był Bieg na 6 łap 🙂 Zdjęcia można podziwiać tu    Zapraszam

Wrześniowe początki

Wrzesień przywitał nas pogodą skwarną i upalną 😉 Lato nie chciało się pożegnać, a może to właśnie było pożegnanie? Drugiego dnia było lepiej, w dzień nawet padało i zaplanowany bieg z Mamy-Biegamy Wrocław i okolice stanął przez chwilę pod znakiem zapytania. Na szczęście deszcz był łaskawy i dzięki niemu nawet za bardzo się nie kurzyło w parku 😉

W tym super towarzystwie trzech świetnych dziewczyn zrobiłam prawie 10km 😀 Nawet nie wiem kiedy one minęły.

Następne wybieganie czekało do soboty. Było przyjemnie, nie za gorąco, tylko trochę się kurzyło 😉 Niestety nie z powodu mojej „zawrotnej” prędkości 😉 Ponowny sukces 6km z bardzo przyzwoitym tętnem.

Dziś bawiłam się w berka z deszczem. Wyszłam nie padało. Jak wbiegłam do parku zaczęło padać, ale między drzewami nie było aż tak mokro. Gdy już już miałam wracać okazało się, że nie pada. Zostałam więc dokończyć trening. Niestety wracając znowu zaczęło padać, ale to już mi nie przeszkadzało.

Co mnie bardzo cieszy to fakt, że nowa taktyka treningowa się sprawdza. Przed właściwym bieganiem rozgrzewka, poza kilkoma ćwiczeniami, to teraz szybki marszobieg do parku (ok.2 km). Dzięki temu w trakcie późniejszego właściwego biegu tętno jest spokojniejsze i łatwiej mi nad nim panować. Cieszy mnie to, ponieważ daje mi to możliwość do spokojniejszego biegania. Do tej pory stres związany ze skaczący tętnem nie pozwalał mi cieszenie się bieganiem w pełni. Teraz będzie inaczej 🙂

A na podwieczorek były dziś czekoladowe muffinki 😀 Pychotka 😀