Mamy (nie biegamy) chodzimy

Temperatury dla Wrocławia na dziś nie były zachęcające do aktywności 😉 a tu od rana miła niespodzianka: słońce za chmurami (nie pali), wiatr przyjemnie powiewa, temperatura również znośna.

Pyszne śniadanko (resztka koktajlu z malin, jabłek i kaszy jaglanej z płatkami i otrębami owsianymi) popite Inką (z braku laku jest pseudo kawa 😛 ), a potem zebrałam się i wymaszerowałam z kijkami. W planie miałam cztery parki (Andersa, Skowroni, Południowy i Grabiszyński). Zapomniałam sprawdzić ile to kilometrów jest (kiedyś tą traskę już sobie przebiegałam), ale co tam, się zobaczy w praniu 😉 No i zobaczyłam 😉 Standardowo z kijkami robię 10-11km, biegam 5-7km, nie chcę przesadzić, nie widzę sensu się forsować w aktualnym stanie. Dziś wyszło 14km, a z parku Grabiszyńskiego zrobiłam tylko połowę trasy. Na 7km stwierdziłam, że wracam bo więcej to może być problem, a wrócić jakoś trzeba. Nie uśmiechała mi się wizja korzystania z komunikacji miejskiej 😉 Zajęło mi to 2,5h i muszę przyznać, że nogi trochę to odczuły, ale przyjemne jest takie zmęczenie 😀

Przy okazji obmyśliłam plan na bieganie: następnym razem do parku pomaszeruję aby się rozgrzać, a dopiero na miejscu zrobię swój standardowy dystans. Chcę sprawdzić czy tak nie będzie mi łatwiej. Zauważyłam, że im dłużej biegam/chodzę tym niższe mam tempo, w takim razie po 2km rozgrzewki, w trakcie biegu już powinno być ustabilizowane, i nie będzie tak mną szarpało. Zobaczymy 🙂

A dziś wieczorem wspaniałe spotkanie z daaawno nie widzianą przyjaciółką 😀 Już nie mogę się doczekać. Wrocław nocą i miłe towarzystwo to jest to

Dylematy

W związku z zaistniałą sytuację nie zawsze mogę biegać, nie zawsze mam na to siły i, aż dziwne, ochotę 😉 Dlatego też zakupiłam sobie kijki do nordic walkingu i zamiennie z bieganiem stosuję je. W trakcie tych marszy również kontroluje tętno i tempo, i stąd właśnie są moje dylematy.

Czy w trakcie marszu mam taki sam próg tlenowy jak w trakcie biegania?

Dlaczego jak biegnę to przy tempie 9:00km/min mam tętno 148 a jak idę z podobnym tempem to tętno jest 128?

Nie wiem czy mam się nad tym zastanawiać czy nie, ale jest to sprawa, która chodzi mi po głowie.

Może znajdzie się ktoś kto zna na nie odpowiedź lub może podsunąć miejsce to jej znalezienia?

Ruchliwy tydzień

To był tydzień pourlopowy, więc jak każdy taki tydzień był ciężki 😉 Dobrze, że pracy nie było aż tak dużo, że sierpień to jednak trochę spokojniejszy miesiąc to nie był to taki wstrząsający powrót 😉 Dzięki temu, ale i spadkowi temperatury udało mi się dwa razy pobiegać, raz poćwiczyć i zaliczyć kijkowanie 😀

Wtorek opisałam tu.

Środa była domowa. Zaliczyłam ćwiczenia na nogi z tej strony i muszę przyznać, że na drugi dzień co nieco było odczuwalne w pośladkach 😀 Później usmażyłam sobie placuszki komosowo-cukiniowe według przepisu Beaty Sadowskiej z jej książki „I jak tu nie jeść”. Przepis podaję również tu :
2,5 szkl ugotowanej białej komosy ryżowej (ja zamieniłam na kaszę jaglaną)
3 szkl startej cukinii
1 szkl startego parmezanu
2 jajka
1 szkl tartej bułki
sok z połowy cytryny
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka rozmarynu (nie dałam bo w ciąży nie można)
1 łyżeczka oregano
1 pęczek posiekanej natki pietruszki
olej rzepakowy do smażenia

Wszystkie składniki wymieszać i smażyć na patelni 😀 Placuszki wyszły pyszne w ilości hurtowej (20 szt), a że nie mają mięsa to K. sobie je odpuszcza 😉 Mam więc obiady na kilka dni 😛

Czwartek to był znowu dzień na bieganie 🙂 Moja standardowa trasa jest dla mnie coraz bardziej łaskawa 🙂 Widzę również, że i kondycja wraca do normy. Cieszę się, bo plany w głowie mam konkretne.

Piątek to było odsapnięcie i regeneracja, ale w sobotę miałam ochotę wrócić do wysiłku. Zaczęło się dobrze, temperatura była idealna, przyjemnie powiewał wiatr, słońca nie było. W planie było 10km i dwa parki: Skowroni i Południowy. Na jednej trzeciej trasy zorientowałam się, że idzie mega ciemna chmura i podjęłam decyzję o powrocie. Gdyby nie ciąża to bym się nie przejęła. Ponieważ jednak nie chcę się przeziębić, stwierdziłam że wracam. Deszcz mimo to mnie złapał i trochę zmoczył. Mimo to i tak udało mi się pyknąć 7km 😉 Już w domu luneło jak z cebra. Uff dobrze, że wróciłam 😉

Teraz czeka mnie relaksik na kanapie z dobrym filmem 😀

Wam również życzę spokojnego miłego wieczoru 🙂

Eeeeendorfinki :D

W końcu w pełni skorzystałam ze spadającej (może nie na łeb na szyję) temperatury powietrza. Po pracy nawodniona i najedzona 😉 ubrana w New Balance’y poleciałam na przebieżkę. Od razu widać, że Wrocław płaski jest jak stół 🙂 bo bez problemu pyknęłam sobie 6.30km w niecałą godzinkę.

Sam bieg przebiegał tak jak zawsze odkąd jestem w ciąży: na początku tętno trochę szalało, ale z czasem wróciło do normy. Nie pierwszy raz tak jest i jak się tak zastanawiam i analizuję poprzednie treningi ( i te przed i po ciąży) to zawsze im dłużej biegałam tym lepsze miałam tętno i tempo. Ciekawe to jest. Wydawałoby się, że im dalej w las tym powinnam być bardziej zmęczona, a ja zauważam coś zupełnie odwrotnego. Chyba dobra to prognoza na przyszłość 😀

Teraz przede mną już tylko odpoczynek, a od jutra zaczynam ćwiczenia z zestawami przedstawionymi na stronie Fit Mom   Zobaczymy jak to będzie 😀

Dwudniowe schłodzenie

Niedziela i poniedziałek pozwoliły nam odsapnąć od upałów chociaż trochę.

Niedzielny poranek przywitał nas polami zasnutymi mgłami. Piękny widok i dopiero po fakcie zorientowałam się, że mogłam cyknąć kilka fotek :/ Temperatura była przyjemna, relaks na tarasie potrzebny był wszystkim.

Po tak mile spędzonym dniu, wypoczęte stwierdziłam, że skoro pogoda dopisuje to można równie dobrze miło zakończyć tydzień jakimś małym biegankiem 😀 Jak pomyślałam tak zrobiłam i pyknęłam sobie 6km na koniec dnia 😀

Patrząc z perspektywy całego tygodnia to mimo wysokich temperatur nie było tak źle z moją aktywnością. Gdy temperatura nie pozwalała na szaleństwa biegowo-chodowe korzystałam z uroków jeziora. Na Google zmierzyłam sobie tak plus minus dystans który pokonuję i muszę przyznać, że jestem z niego zadowolona. Jedna długość to ok. 100-130m a za każdym podejściem robię ich od 4-8 więc nie jest źle.W planie mam powrót na basen jak wrócimy do Wrocławia.

Poniedziałek również zapowiadał się pochmurnie, więc skorzystaliśmy z okazji i wyskoczyliśmy na zwiedzanie okolicy. Odwiedziliśmy Gołdap i Piękną Górę oraz zjedliśmy pyszny obiad z restauracji z rosyjskim jedzeniem Matrioszka. 
Pogoda się poprawiła i na bieganie niestety było za ciepło i duszno :/ więc zabrałam kijki i pyknęłam standardowe 10km 😀 Przyjemne zmęczenie organizmu dało się we znaki wracając. Nogi odczuły dwudniowy wysiłek, ale nie ma nic przyjemniejszego niż takie właśnie zmęczenie.

A teraz ponownie nadeszły upały więc znowu trzeba będzie się przerzucić na pływanie w jeziorze. Ewentualne biegi i chodziarstwo zostawić sobie na godziny wieczorne 😉