Back on track – pierwsze kroki

Gdy 5 września 2019 o 11:30 lekarz spokojnym głosem oznajmił, że „nie ma co czekać i robimy cesarkę” dwie myśli pojawiły się w mojej głowie:

  • „uff kończymy tą 11-godzinną walkę ze skurczami”
  • „półmaraton śleżański poszedł się…”

Która myśl była pierwsza? Nie mam pojęcia, ale tą o półmaratonie powiedziałam na głos mamie 😉

Do szpitala w teczce z dokumentami wzięłam ze sobą wytyczne od Ewy z BuggyGym dotyczące pierwszej aktywności już w połogu, już na drugi/trzeci dzień. Leżenie na brzuchu, ćwiczenia oddechowe wraz z aktywacją mięśnia poprzecznego brzucha czy dna miednicy są możliwe, nawet świeżo po cesarce, jeszcze w szpitalu. Plan był ale głowa i ból i zrobiły swoje. Nie udało się. Nie zrobiłam nic, nawet palcem nie kiwnęłam 😉 Ale ale ja?? Nie no ja? Wrócę do domu, na spokojnie i ruszam z kopyta 😀 Wróciłam i … poczekałam do zdjęcia szwów i … poczekałam do indywidualnych konsultacji z Ewą właśnie (czyt. 1,5 tygodnia leżakowania i zbijania bąków 😀 ).

Wizyta Ewy pozwoliła mi poukładać sobie wiedzę teoretyczną i spróbować praktycznie ją zastosować pod jej kierunkiem. Dzięki niej mam trochę lepsze wyobrażenie jak aktywować wcześniej wspomniane mięśnie przez samo ich napinanie w pozycji leżącej. Nie jest to proste i fakt że nie ma widocznego ruchu powoduje moją frustrację, bo nie wiem czy faktycznie coś robię czy nie 😛 Na szczęście kolejne ćwiczenia już są bardziej widoczne co ułatwia sprawę: kołysanie miednicą czy mosty na ramionach,

Założenie, że będę to robić codziennie po kilka serii się trochę nie udało :/ Nieodkładalny i nienajedzony ssak trochę mnie ograniczył. To co się daje robię przed snem w łóżku (poza mostami). Staram się też to robić normalnie w dzień ale nie zawsze się udaje. Czego żałuję najbardziej to tego, że za mało leżę na brzuchu. Jest to jednak pozycja, której nigdy nie cierpiałam więc pewnie dlatego zawsze znajdzie się wymówka 😛

Ale ale jak zawsze tak i teraz mam postanowienie poprawy, i zaczynam … znowu. K poszedł do pracy po 4 tygodniach bycia ze mną, tak więc my z Dzidziolem zaczynamy układać sobie plan dnia, w którym znajdzie się miejsce m.in, na ćwiczenia. Szczególnie, że chcę jak najszybciej wrócić do biegania. Ale to będzie zależało od wizyty u uroginekologa . Postaram się zamieścić o tym osobny wpis.

Trzymajcie kciuki za wytrwałość.

Ciąża ciąży nierówna

Tak jak powtarza się, że każde dziecko jest inne i nie należy ich porównywać (nawet wśród rodzeństwa), tak każda ciąża to niepowtarzalny stan.

W poprzedniej ciąży byłam bardzo aktywna (tak, teraz wiem, że to była bardzo duża aktywność, choć wtedy myślałam coś innego 😉 )pomimo mrozów na końcówce. Zero typowych dolegliwości ciężarnych, waga wzrosła książkowo. W tej już tak różowo nie było. Początek to pobyt w szpitalu ze świńską grypą, osłabienie organizmu przed i długo długo po (prawie 3 tygodnie dochodzenia do siebie). Co za tym idzie mała aktywność fizyczna i spadek kondycyjny, którego już nie byłam w stanie nadrobić. Ogólnie dużo mniejsza aktywność z tego powodu jak i szybko i długo pojawiających się upałów, odbiły się na mojej wadze. Niby centymetrowo nie było aż tak źle, ale kilogramy poszybowały w górę. Głównie w brzuchu, ale nie tylko za sprawą Dzidziola (który był o 800g większy od brata), ale i za sprawą dogadzania sobie 😛 Aktualnie zostało mi 5-6 kg do zrzucenia, co przy 18 nadprogramowych i tak już nie jest źle, ale jednak coś tam zostało. Do tego dwa różne porody: wtedy naturalny teraz cesarka to kolejny aspekt wskazujący na zróżnicowanie.

Mimo wszystko przede mną jak i teraz droga powrotna. Cele są, choć chyba ulegną małej modyfikacji (jak zawsze), zapał jest, teraz tylko ostatnie check-ups lekarskie i u fizjo, i będzie można „szaleć” 😀 A jak? O tym niebawem.

Plany, cele, motywacje

Czerwiec obfitował w upały, powietrze było duszne, a wieczory nie za bardzo schładzały atmosferę. Do tego moje alergeny (grzyby i pleśnie) dawały o sobie coraz mocniej znać. To wszystko nie sprzyjało bieganiu, pozostał fitness i szukanie zacienionych, chłodniejszych miejsc. W związku z tym powoli zaczęłam się przyzwyczajać do myśli, że buty biegowe należy na razie odstawić do szafy. Aby jednak nie zwariować 😉 zaczęłam planować to co zrobię po powrocie do biegania. Staram się nie zapomnieć, że przy dwójce dzieci planowanie to jedno, a efekt końcowy może być zupełnie inny. Na razie jednak przedstawię wam co bym chciała, do czego będę usiłowała wrócić i dążyć.

  1. Planuję biegać dużo więcej z wózkiem. Oczywiście to będzie zależało od pasażera, ale mam nadzieję, że wytarmoszony w brzuchu polubi wózkowe bieganie 😉 Tym razem będę chciała spróbować sił w dłuższych dystansach. Wiem, że dyszki są spokojnie osiągalne, ale nie ukrywam, że marzy mi się połówka 😀 Plan jest aby w kwietniu 2020 spróbować zmierzyć się z trasą H2O półmaratonu. Trasa jest dobra na wózek więc mam nadzieję, że się uda.
  2. Przebiec Nocny Półmaraton we Wrocławiu. To już taka moja tradycja, że po ciąży biegnę właśnie ten bieg 😛 Za pierwszym razem jak i teraz maluch w brzuszku zablokował mi ten bieg, więc jak wtedy starszy brat tak i teraz młodszy będzie musiał odpuścić trochę mamie i dać jej czas na przygotowanie się do tego biegu 😀
  3. Ostatni ale kalendarzowo pierwszy cel to będzie zmierzenie się z biegiem który mnie pokonał, dobił i namieszał w psychice w 2017r. Półmaraton Ślężański czeka. Czy go pobiegnę będzie zależało od kilku czynników. Po pierwsze: mój stan po porodzie. Najpierw sprawdzę stan mięśnia prostego brzucha jak i miednicy. Dopiero wtedy będę wiedzieć czy wyrobię się z przygotowaniami. Po drugie: synkowie. Czy dadzą mi czas na przygotowanie się? Po trzecie: inne nieprzewidziane perypetie, które lubią mieszać w ludzkich planach. Pożyjemy zobaczymy.
  4. Taka wisienka na torcie to 42,195km, które chciałabym w końcu przebiec. Czy to będzie we Wrocławiu we wrześniu rok po porodzie? Byłoby fajnie. Ale to coś na co będę mogła spojrzeć jakąś chwilę po tym jak nowy członek rodziny pojawi się na tym świecie 🙂

Trzymajcie kciuki aby choć część tego się sprawdziła.

Małe podsumowanko śródciążowe

Kolejne dwa miesiące za mną, przede mną jeszcze tylko 3 i kilka dni więc już bliżej jak dalej 😉

Kwiecień to był miesiąc kiedy już poczułam, że mogę spokojnie biegać, bez większego zmęczenia. Na stałe podzieliłam tydzień między bieganie a zajęcia fitness i czułam, że to jest to. Dzięki takiemu ruchowi nie doskwierały mi żadne dolegliwości ciążowe, a i sił było sporo. Przebiegłam wtedy ponad 10h czyli 73,5km a przećwiczyłam prawie 6h. Co prawda nie przekraczałam bariery 10km ale godzina truchtu zawsze daje pozytywne efekty 🙂

Kwiecień

Później przyszedł wyjazd na majówkę o którym pisałam tu i kiepska pogoda po powrocie we Wrocławiu. Nad morzem udało mi się jeszcze trochę potruchtać, ale już zauważalnie ciężej. Zrzucałam to na karb piasku 😉 ale to już były oznaki spadku sił. Ogarnięcie się po powrocie zajęło mi trochę więcej czasu więc postawiłam na fitness. Poza tym pogoda nie zachęcała do biegania. Tak jak bieganie w deszczu nie jest dla mnie problemem, tak w ciąży nie widzę sensu nadwyrężać już i tak nadwyrężonego organizmu i odpuszczałam. Poza tym to ma być przyjemność a nie przymus 😉 Zamiast bieganie trafił mi się weekend spacerowy po Wrocławiu w ramach odwiedzin teściowej tak więc wpadło ponad 18km przespacerowanych 😉 To właśnie po tym weekendzie zauważyłam już, że męczę się coraz szybciej i że trzeba powoli wrzucać na luz 😉 W maju pobiegałam (ponad 35km) i przeszłam tyle samo godzin 😉 czyli prawie 6h za to więcej poćwiczyłam bo prawie 8h.

Maj

Myślę, że jak na mamuśkę to nieźle i mam nadzieję, że nadchodzące miesiące mimo prawdopodobnych upałów nie będą gorsze. Oczywiście biorąc pod uwagę, że brzuch już zaczyna zasłaniać stopy i generalnie robi się coraz ciężej 😉

Nadmorska majówka

Zdecydowaliśmy się na relaks nad morzem. Kierunek idealny dla naszego małego alergika. Brzoza dała nam popa(y)lić w tym roku i potrzebna była odskocznia. Do tego miejscówka też jeśli chodzi o odległość na podróże w ciąży dobra, bo tylko 430km. Tak więc obraliśmy kierunek na Sarbinowo Morskie, w którym zameldowaliśmy się po niecałych 6h podróży z 2 przerwami,

Miejsce super. Szeroka i długa promenada, po której mali miłośnicy kółek mogą sobie pojeździć. W szycie turystycznym jest jeszcze równoległa ulica, mniej uczęszczana z szerokim chodnikiem i ścieżką dla rowerów, która sprawdza się idealnie na spacery z wózkiem gdy trochę ciszy potrzeba 😉 Młody sportowiec może tam spokojnie ćwiczyć umiejętności jazdy wszelakiej przy mniejszej szansie potrącenia kogoś. Ja również odnajduję tam idealną trasę na klepanie biegowych lub rolkowych kilometrów z wózkiem. Udało mi się tam nawet pyknąć prawie 15km 😀 Trochę jak chomik w kołowrotku, ale czego się nie robi dla śpiącego dziecka 😀

W okolicy również można znaleźć atrakcje: latarnia w Gąskach i kutry w Chłopach.

Chłopy

Przeróżne atrakcje w Mielnie jak i w Kołobrzegu. My skorzystaliśmy z rejsu statkiem pirackim, a za rok Żelek zamówił sobie podroż statkiem wojskowym 😛 Na latarnie nie weszliśmy, ale myślę, że za rok będzie można próbować.

Ja również skorzystałam biegowo i trochę nogami poruszałam. Zaliczyłam bieg po plaży, co samo w sobie nie jest łatwe, a co dopiero z brzuchem 😉 Na szczęście jest opcja promenady, która jest wzdłuż plaży, dla tych co nie przepadają za piachem w butach 🙂

Żelkowi się bardzo podobało i wyraził chęć powrotu. Myślę, że jest to dla nas super alternatywa na czas pylenia brzozy. Objawy alergii przeszły po 1 dniu. Taka radość przez łzy, bo opcja przeprowadzki nie wchodzi w grę aktualnie :/

Polecam każdemu, szczególnie alergikom. My na pewno będziemy tam wracać.

Jak cię widzą inni

„Ale nie biegasz?” „Nie biegasz już, prawda?”, „Jeszcze biegasz?”, „Biegasz? Po co?”. To najczęściej pojawiające się pytania, które padają podczas ciąży. To tak jakby zajście w ciążę całkowicie wyłączało cię z dotychczasowego życia. I to nie jest troska o zdrowie, bo te pytania padają od osób, które wiedzą że czuję się dobrze. To tak jakby bieganie w ciąży było odbierane za egoistyczną fanaberię. Robisz to tylko dla siebie, a maluszek cię nie obchodzi.

Niestety to jest jakaś taka przywara społeczeństwa, że kobieta w ciąży przestaje być indywidualnym bytem, jednostką, a staje się postrzegana jako własność ogółu. Większość ludzi uzurpuje sobie prawo do głośnego wyrażania zdania na temat jej poczynań. Gdyby nie była w ciąży nikt by na to nie wpadł, ale przecież nosi w sobie kolejnego członka społeczeństwa, więc czują się usprawiedliwieni. Je to a nie tamto, pije to a nie coś innego. Na pewno o siebie nie dba. Po co się tak męczy itd, itp. A najciekawsze jest to, że są to często osoby jej obce. I to dotykanie/próby dotykania brzucha. Aż ciśnie się na usta: ODWAL SIĘ!!

I tu pojawia się drugi problem naszego wychowania: nieumiejętność przeciwstawienia się takim sytuacjom. Zazwyczaj wzruszamy ramionami, puszczamy mimo uszu kolejną „złotą poradkę”, czy wzdrygamy się …wewnętrznie na obcy dotyk. Tak nie powinno być, więc jeśli chcemy aby takie zachowania nie miały miejsca, to po prostu musimy reagować. Jak? To już jest w indywidualnej gesti każdej osoby. Myślę jednak, że brak reakcji jest najgorszym wyjściem. Tak więc dziewczyny reagujcie, sprzeciwiajcie się jeśli coś wam nie odpowiada. To wasze życie, wasze ciała i wasza ciąża. Nikogo innego 😀

Druga ciąża na sportowo

Wiedziałam już, że sport w ciąży to nie problem. Z tego tez powodu nie planowałam przerwy na 1-szy trymestr jeśli wszystko będzie dobrze. Dopóki nie wiedziałam, że jestem w ciąży było super! Wszystko dzięki lekom na alergię 😉 Niestety jak już byłam świadoma swojego stanu, musiałam je odstawić i skończyło się szaleństwo :/

Alergia bardzo się nasiliła, katar nie odpuszczał. Każde wyjście do parku czy lasu gdzie zalegały zbutwiałe liście i było dużo wilgoci kończyło się utrudnionym oddychaniem wieczorami. Do tego grzyby i pleśnie w klimatyzowanej pracy również nie ułatwiały życia. To wszystko wyłączyło mnie z biegania. Jedyne co mi pozostało to ćwiczenia w zaciszu domowym. Skorzystałam z zajęć indywidualnych u Ewy Grajewskiej https://www.facebook.com/BuggyGymEwaGrajewskaTreningMAM/?epa=SEARCH_BOX i bardzo chciałam jej rady wdrożyć w domu. Niestety i to nie było mi dane :/ Alergia i ciągły katar tak osłabiły moją odporność, że przyplątała mi się grypa. Nie było by problemu gdyby to była zwykła grypa. Ja jednak złapałam świńską grypę, przez co wylądowałam w szpitalu na całe 7 dni.

Stres i choroba dały mi w kość dlatego też rekonwalescencja wymagała czasu. Musiałam odpuścić na każdej płaszczyźnie, a co najważniejsze uzbroić się w cierpliwość. Nie było to łatwe, bo z zasady nie lubię odpuszczać i ciężko mi naginać wcześniej ustalone założenia. Ale uczę się tego już od ponad 3 lat 😛 i wydaje mi się, że idzie mi to coraz lepiej 😉

Aktualnie jest już nieźle. Powoli wracam do aktywności fizycznej. Natężenie jest minimalne, a jeśli czuję osłabienie od razu odpuszczam. To nie jest czas na bicie rekordów. To jest czas na spokojne obserwowanie jak rośnie we mnie nowe życie i dbanie aby rosło w zdrowej i spokojnej atmosferze.

Zapraszam więc na śledzenie mojej spokojnej, ale zdrowej i aktywnej ciąży 😀

Jaroszka, wegetarianka, weganka

Taka to ja właśnie jestem. Mięsa nie lubię i nie jem. Wyjątkiem są ryby i jajka. Z nabiału zostały mi żółte sery i sery typu feta, wszystko inne mi nie służy. Mleko doję z owsa lub migdałów 😛 W takim to momencie żywieniowym zastała mnie ciąża.

Zatrzymałam się, wsłuchałam się w siebie (czyt. przypomniałam sobie mięsne dania z pierwszej ciąży) i podjęłam decyzję: nie wracam do jedzenia mięsa na okres ciąży. Nie dam rady. Posprawdzałam co piszą wiarygodne źródła na ten temat i utwierdziłam się w swojej decyzji. Chciałam tylko porozmawiać z kimś na ten temat. Chciałam aby ktoś przyjrzał się mojemu jadłospisowi i sprawdził czy jest tam wszystko co ważne, czy nie trzeba czegoś dorzucić, zwiększyć/zmniejszyć. O pomoc poprosiłam Marię Pabich autorkę strony „Jak zdrowo żyć” , promuje dietę roślinną, uprawia dużo sportów i jest mamą. Uważam, że jest idealną osobę do poinstruowania kobiety w ciąży.

Po zapoznaniu się z moim tygodniowym jadłospisem przygotowała mi wytyczne, które staram się wdrożyć w swoją dietę. Ogólnie jest OK, czasami tylko czegoś nie ogarnę ale to jest do przewidzenia. Początek roku jest szalony. Trzeba tylko znaleźć metodę w tym szaleństwie 😀

Maska antysmogowa a bieganie

Pod koniec zeszłego sezonu grzewczego postanowiłam, że w nowym zaopatrzę się w maskę antysmogową. Uczucie, że mam język w smole po bieganiu nie należał do najprzyjemniejszych i nie chciałam tego więcej doświadczać. Poczytałam, posprawdzałam i stwierdziłam, że wolę zainwestować w maskę jednorazową na cały sezon, niż wymieniać co i rusz filtry. Moim zdaniem maska jednosezonowa jest lepsza, ponieważ nie muszę się zastanawiać czy już filtr jest do wymiany czy jeszcze nie. Problem techniczny przy zakładniu go również odpada. Jeśli chodzi o cenę, to tego typu maski w takich przedziałach cenowych są więc tu jakby nie było nad czym debatować. Zostało mi tylko zmierzyć się i wybrać wzorek 🙂 Padło na nadruk z pandami 🙂 Myślę, że jak już mam w tym biegać po ulicach i wzbudzać powszechne zainteresowanie to ułatwię innym sprawę i będę się jeszcze bardziej rzucała w oczy 😀

Mam już za sobą dwa biegi. Każdy z nich to ok. 10km (plus minus). Wszystkie przy temperaturach w okolicy 0-5 stopni. Jak wrażenia? Generalnie jestem mile zaskoczona. Spodziewałam się, że będę ledwo dychać, że nawet spokojny bieg zamieni się w walkę o oddech. Na szczęście się pomyliłam. Oba biegi wspominam dobrze. Tętno było może ciut wyższe niż gdybym biegła bez maski, ale nie czułam dyskomfortu. Mimo wszystko interwałów czy innych wymagających jednostek treningowych bym w niej nie robiła. W takich sytuacjach stawiam na bieżnię na siłowni.  Owszem samo uczucie maski na twarzy nie jest wspaniałe 😉 Dziwnie mi szczególnie na grzbiecie nosa. W tym miejscu jest blaszka które dopasowuje się do nosa i do niego przylega. Dziwne wrażenie z tego powodu, no ale nikt nie mówił, że będzie idealnie. Największy minus to skraplanie się wewnątrz maski. Mimo posiadania zaworu odprowadzającego wilgoć przy takim wysiłku jest to nieprzyjemne. Wiem jednak, że jest to generalnie problem tego typu masek więc na to chyba nie ma rady :/ Do tego jak ktoś ma katar to on niestety spływa intensywnie i trzeba by co jakiś czas odsuwać maskę aby się wycierać, a to trochę nie ma sensu.

Podsumowując, myślę, że warto zainwestować w tego typu rzecz biorąc pod uwagę co dzieję się za oknem. Jak na razie przyszłość nie zapowiada się z czystym powietrzem więc myślę, że jeśli można choć trochę zminimalizować  skutki uboczne to trzeba z tego skorzystać. Ja kupiłam maskę Cambridge.

Ja polecam ale każdy myślę musi sam do tego dojrzeć 😉

 

 

 

Listopadowe nowe rozdanie

Piękny, słoneczny, skąpany w kolorach jesieni listopad mamy. Temperatury zachęcają do spędzania czasu na zewnątrz. Cienkie legginsy i krótkie rękawki biegaczy nie dają się odłożyć w głąb szafy. Jest cudnie. A ja???? A ja patrzę na to wszystko przez okno i wzdycham. Wzdycham, bo wpadam z jednej choroby w drugą. Ciągnie mi się choróbsko już czwarty tydzień. Pod koniec października wirus nie odpuszczał i uziemnił mnie na 1,5 tygodnia w domu (w końcu 😉 ). Z pierwszymi dniami listopada poczułam się tak dobrze, że aż 3/11 zapłaciłam wpisowe na Bieg Niepodległości z Wąsem. Plan był pobiec go, jak w zeszłym roku, z Żelkiem. Niestety plany planami a życie życiem :/ W niedzielę, a właściwie już w sobotni wieczór dopadła mnie angina. Dałam radę pracować do środy, ale już od czwartku odpuściłam i z antybiotykiem, i razem z K. (on też z anginą) wylądowaliśmy w domu na L4 🙂 Na szczęście leki szybko zadziałały i już jest dobrze (mam nadzieję :P). Wracam do pracy i mam nadzieję do regularności treningowej.

Można by pomyśleć, że kiepsko tak chorować i nic nie robić. Dla mnie to jednak był mimo wszystko owocny okres. Do tej pory chorowanie wywoływało we mnie złość. Buntowałam się i szłam biegać mimo rozsądkowi. Tym razem zrobiłam inaczej. Odpuściłam, przeczekałam. Myślę, że mój organizm tego potrzebował, zbuntował się i chorobą mi to zakomunikował. Dzięki tym kilkunastu dniom nicnierobienia troszkę sobie pomyślałam i poukładałam (znowu) w głowie. Plan jest na poukładanie treningu – szczególnie, że przede mną ostatnie spotkanie z treneiro i będę musiała sama się pilnować. Poza tym wdrożenie zbilansowanego żywienia, w którym nadal szukam jak najlepszej drogi. Plan jest a szczegóły w następnych wpisach. Stay tuned !!