Jak cię widzą inni

„Ale nie biegasz?” „Nie biegasz już, prawda?”, „Jeszcze biegasz?”, „Biegasz? Po co?”. To najczęściej pojawiające się pytania, które padają podczas ciąży. To tak jakby zajście w ciążę całkowicie wyłączało cię z dotychczasowego życia. I to nie jest troska o zdrowie, bo te pytania padają od osób, które wiedzą że czuję się dobrze. To tak jakby bieganie w ciąży było odbierane za egoistyczną fanaberię. Robisz to tylko dla siebie, a maluszek cię nie obchodzi.

Niestety to jest jakaś taka przywara społeczeństwa, że kobieta w ciąży przestaje być indywidualnym bytem, jednostką, a staje się postrzegana jako własność ogółu. Większość ludzi uzurpuje sobie prawo do głośnego wyrażania zdania na temat jej poczynań. Gdyby nie była w ciąży nikt by na to nie wpadł, ale przecież nosi w sobie kolejnego członka społeczeństwa, więc czują się usprawiedliwieni. Je to a nie tamto, pije to a nie coś innego. Na pewno o siebie nie dba. Po co się tak męczy itd, itp. A najciekawsze jest to, że są to często osoby jej obce. I to dotykanie/próby dotykania brzucha. Aż ciśnie się na usta: ODWAL SIĘ!!

I tu pojawia się drugi problem naszego wychowania: nieumiejętność przeciwstawienia się takim sytuacjom. Zazwyczaj wzruszamy ramionami, puszczamy mimo uszu kolejną „złotą poradkę”, czy wzdrygamy się …wewnętrznie na obcy dotyk. Tak nie powinno być, więc jeśli chcemy aby takie zachowania nie miały miejsca, to po prostu musimy reagować. Jak? To już jest w indywidualnej gesti każdej osoby. Myślę jednak, że brak reakcji jest najgorszym wyjściem. Tak więc dziewczyny reagujcie, sprzeciwiajcie się jeśli coś wam nie odpowiada. To wasze życie, wasze ciała i wasza ciąża. Nikogo innego 😀

Na sportowo

Staram się aby i ta ciąża przebiegała pod znakiem sportu. Sport to coś co sprawia mi przyjemność, poprawia humor gdy jest kiepski, ułatwia znalezienie rozwiązania problemu,a nawet wyłącza całkowicie myślenie co też jest czasem potrzebne. Poza tym wiem jak pozytywnie aktywność fizyczna wpływa na moje ciało i samą ciążę. Myślę, że to dzięki niej ominęły mnie typowe dolegliwości ciążowe. Chciałabym, aby i tym razem było podobnie. Na szczęście po ciężkim początku, powoli wychodzę prostą.

Mam zaplanowany tydzień, myślę że optymalnie: dwa razy zajęcia fitness i dwa-trzy razy bieganie.

Na fitness chodzę do super instruktorki Ewy Grajewskiej z BuggyGym Wrocław http://www.treningmam.pl/ . Korzystałam z ćwiczeń z nią już po urodzeniu Żelka gdy chodziłam na jej zajęcia z wózkami w parku. Tym razem na pewno też będę z nich korzystać. Aktualnie chodzę do niej na zajęcia dla kobiet w ciąży i zaraz po. Są to ogólnorozwojowe ćwiczenia, skupiające się na tych częściach ciała, które możemy w ciąży spokojnie wzmacniać. Do tego dostajemy masę interesujących informacji dotyczących powrotu do aktywności zaraz po porodzie 🙂 Następne w kolejce są zajęcia fitnessu z maluszkiem, z których spróbuję skorzystać o ile maluszek na to pozwoli 😛 Najpierw jednak skorzystam z pomocy Ewy w ustaleniu jak się ma mój mięsień prosty brzucha po ciąży. Nie zrobiłam tego po pierwszym porodzie i do teraz nie wiem czy było coś nie tak i można było temu zaradzić czy nie. Teraz jednak nie popełnię tego błędu drugi raz 😉

Biegam tak jak w pierwszej ciąży. Staram się nie przekraczać tętna ze strefy tlenowej. U mnie to ok. 150ud/min. Zazwyczaj jest to ok. 1h-1,5h biegu do daje jakieś max. 10-11km. Na więcej nie mam siły 😉 Myślę, że powodem jest nie tylko ciąża, ale też słabsza kondycja. Początek roku nie był mocno aktywny w moim wykonaniu, a teraz już objętości nie zbuduję, więc muszę korzystać z tego co mam 😉

Najważniejsze jednak to to, że odpowiada mi to co robię i daje mi to przyjemność. Dlatego też powtarzam to każdemu kto pyta: jeśli tylko zdrowie pozwala to sport w ciąży jest naprawdę możliwy. Trzeba tylko chcieć. I pamiętać, że korzysta na tym zarówno mama jak i maluszek 😀

Podsumowanie miesiąca – marzec

Marzec zastał mnie pod znakiem rekonwalescencji. Pobyt w szpitalu się skończył i nie pozostało mi nic innego jak dochodzić do siebie w zaciszu domowym. Na początku nie było mowy o żadnej aktywności fizycznej. Samo wejście do domu na czwarte piętro (bez windy) wymagało ode mnie nie lada wysiłku. Nie było mowy abym nosiła jakiekolwiek zakupy czy inne ciężary. Był to ciężki okres dla osoby aktywnej i lubiącej być aktywną. Musiałam uzbroić się w cierpliwość 😉

Powoli, powoli, krok po kroku było coraz lepiej. Nabierałam sił, starałam się zamienić moje siedzenie w domu na gotowanie aby chociaż w taki sposób podbudować moje zdrowie. Dzięki tym wszystkim zabiegom już w połowie miesiąc postawiłam pierwsze kroki na zajęciach fitness dla przyszłych mam u Ewy Grajewskiej z Buggygym Wrocław. Fakt, że nie jest źle z moją kondycją na ćwiczeniach, zachęcił mnie do potruchtania choć troszkę 😉 Cóż miłość do biegania jest bardzo silna i miałam nadzieję, że nie będę musiała z nią walczyć tylko się jej poddać 😉 Uff okazało się, że i w tym aspekcie nie jest tragicznie. Nie jestem demonem szybkości, ale nie padam bez tchu po kilku kilometrach 😛

I tak powoli, powoli dzięki fitnessowi na zmianę z bieganiem wróciłam do życia sportowego. Nie ma tu może zawrotnych szybkości czy dużych dystansów. Nie to jest jednak teraz dla mnie najważniejsze. Skupiam się tylko i wyłącznie na zdrowiu swoim i maluszka, i cieszę się, że dzięki aktywności fizycznej mogę nam to zapewnić.

A tak wygląda miesiąc w liczbach.

Druga ciąża na sportowo

Wiedziałam już, że sport w ciąży to nie problem. Z tego tez powodu nie planowałam przerwy na 1-szy trymestr jeśli wszystko będzie dobrze. Dopóki nie wiedziałam, że jestem w ciąży było super! Wszystko dzięki lekom na alergię 😉 Niestety jak już byłam świadoma swojego stanu, musiałam je odstawić i skończyło się szaleństwo :/

Alergia bardzo się nasiliła, katar nie odpuszczał. Każde wyjście do parku czy lasu gdzie zalegały zbutwiałe liście i było dużo wilgoci kończyło się utrudnionym oddychaniem wieczorami. Do tego grzyby i pleśnie w klimatyzowanej pracy również nie ułatwiały życia. To wszystko wyłączyło mnie z biegania. Jedyne co mi pozostało to ćwiczenia w zaciszu domowym. Skorzystałam z zajęć indywidualnych u Ewy Grajewskiej https://www.facebook.com/BuggyGymEwaGrajewskaTreningMAM/?epa=SEARCH_BOX i bardzo chciałam jej rady wdrożyć w domu. Niestety i to nie było mi dane :/ Alergia i ciągły katar tak osłabiły moją odporność, że przyplątała mi się grypa. Nie było by problemu gdyby to była zwykła grypa. Ja jednak złapałam świńską grypę, przez co wylądowałam w szpitalu na całe 7 dni.

Stres i choroba dały mi w kość dlatego też rekonwalescencja wymagała czasu. Musiałam odpuścić na każdej płaszczyźnie, a co najważniejsze uzbroić się w cierpliwość. Nie było to łatwe, bo z zasady nie lubię odpuszczać i ciężko mi naginać wcześniej ustalone założenia. Ale uczę się tego już od ponad 3 lat 😛 i wydaje mi się, że idzie mi to coraz lepiej 😉

Aktualnie jest już nieźle. Powoli wracam do aktywności fizycznej. Natężenie jest minimalne, a jeśli czuję osłabienie od razu odpuszczam. To nie jest czas na bicie rekordów. To jest czas na spokojne obserwowanie jak rośnie we mnie nowe życie i dbanie aby rosło w zdrowej i spokojnej atmosferze.

Zapraszam więc na śledzenie mojej spokojnej, ale zdrowej i aktywnej ciąży 😀

Plany planami a życie życiem :P

Od ponad 3 lat to zdanie to prawie moje moje motto życiowe – lubiane bądź nie, chciane lub niechciane. Ten rok już na samym początku dał mi możliwość jego wykorzystania 🙂

Z celów które sobie założyłam na początku roku, a o których pisałam tu może uda mi się ogarnąć jeden i to ten ostatni zupełnie niebiegowy 😀 Półmaraton zamienił się w 9 miesięczny bieg ultra, opcja zejścia do 58kg zamieniła się w opcję nie przytycia więcej niż 69kg 😛 a trenera Patryka zamieniłam na trenerkę Ewę, która świetnie zajmuje się kobietami w ciąży i po ciąży 😀 Tak to jest jak się wraca do biegania w dwupaku. Mam małe déjà vu. Znowu trzeba zmodyfikować bieganie i rodzaje ćwiczeń. Do tego bardziej skupić się na diecie i nie zaniedbywać żadnego składnika. Wszystko powoli konsultowane i dopytane. Niby drug ciąża na większym luzie, a jednak z większym doświadczeniem i rozwagą.

Stay tuned!!

Trener personalny – co dzięki niemu osiągnęłam

10 spotkań z Patrykiem za mną. Trwało to ciut dłużej niż 10 tygodni (choróbsko pod koniec mnie wyeliminowało z ćwiczeń), ale mogę powiedzieć już oficjalnie, że to koniec.

Zaczęłam chodzić do Patryka z początkiem września. Zmierzyłam się i zważyłam. Zdjęcia nie zrobiłam więc metamorfozy a la Chodakowska nie będzie 😉 Pierwszy wniosek: obwody spadły, waga też. O ile? O 2-3 cm. Dla jednych dużo, dla innych nie. Dla mnie samej to nie jest jakiś spektakularny spadek. Bywało więcej. Nie jestem jednak zawiedziona. I na pewno byłoby dużo lepiej gdybym się dużo mocniej przyłożyła do diety 😉 Tak więc mea culpa.

Poza wymiarami poprawiłam wygląd moich nóg i pośladków. Martwe ciągi 😛 przysiady i wchodzenie na kostkę (nie mam zielonego pojęcia jak to się nazywa 😀 ) dały efekt. Do tego kettle, sztangi i inne ciężarki obudziły mięśnie ramion i pleców. Dały do myślenia nad postawą ogólnie, a nad pozycją siedzącą w pracy szczególnie :/ Najmniej ruszył się sam brzuch, choć i tu obwód się zmniejszył. Nie był on jednak bezpośrednio katowany więc też to jest zrozumiałe.

Moim celem nie było spektakularne schudnięcie. Zależało mi na zapoznaniu się z poprawną techniką. Na poznaniu konkretnych ćwiczeń na konkretne partie ciała. Na wzmocnieniu. I to wszystko od Patryka dostałam. Poza tym okazało się, że moja prawa strona ciała jest rzeczywiście słabsza, i te bóle prawego kolana, biodra czy nawet stopy są między innymi z tym związane. Wiem już jak nad tym pracować, w jakim kierunku iść. Na dodatek ból kolan znikł jak ręką odjął 🙂

Przede mną teraz najcięższe zadanie: nie zaprzepaścić tej pracy, nie zapomnieć niczego i korzystać ze zdobytej wiedzy. I co ważne muszę się przekonać do siłowni 😛 koniec kropka. Już wiem, że ćwiczenia tylko w domu nie będą tak efektywne.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona, że skorzystałam z pomocy trenera personalnego. Że zaufałam komuś z fachową wiedzą, ponieważ widzę same plusy tej inwestycji. Przede mną dwa-trzy miesiące pracy indywidualnej, a później się zobaczy. Może wrócę? Bo chęci są. Poza tym jak kogoś polubię to chętniej wracam, a Patryk jest przemiły i aż żal zrezygnować 😀 Polecam go bo naprawdę warto.

Dla zainteresowanych zostawiam linka na FB  https://www.facebook.com/treningiszytenamiare/

Trener personalny – z czym to się je i po co nam to?

Ja i moja waga to niekończąca się opowieść. Od zawsze zwracam na nią uwagę. Jestem typem, który łatwo przybiera na wadze, ale trudno pozbywa się nadmiaru kilogramów. To była moja zmora od zawsze. Może nie od przedszkola, bo do niego nie chodziłam, ale od podstawówki i owszem. Nie jestem z pokolenia młodzieży, która ma obsesję na punkcie figury, ale i tak moje nadprogramowe kilogramy dawały mi się we znaki wśród rówieśników. Dzięki nim mój język się wyostrzył a skóra zgrubiała 😉 ale i tak co nieco mnie dotykało i raniło, nie ukrywam tego. Dlatego też odkąd pamiętam starałam się jeść z głową i kontrolować siebie. Były wzloty i upadki. Powody były różne. Najlepiej okres to czas przed ciążą i po ciąży. W tamtej wadze czułam się najlepiej, a już na pewno najlepiej mi się biegało.

Niestety powrót do pracy, stres i inne czynniki towarzyszące (o których wkrótce napiszę) spowodowały wzrost na wyświetlaczu wagi, jak i zwiększenie się obwodów (i to nie za sprawą wzrostu tkanki mięśniowej oj nie 😉 ).

Gdy dotarło do mnie, że samotna walka niewiele daje, postanowiłam zwrócić się o pomoc do bardziej wykwalifikowanych osób. Zajęli się mną w Centrum Treningu Personalnego. Przepytali bardzo dokładnie, wymierzyli też tak samo. Przyjęli mnie ze wszystkimi moimi wymaganiami i zaufali mojej samodyscyplinie. Teraz tylko muszę podołać wyzwaniu i osiągnąć zamierzony cel czyli zejść 3kg i osiągnąć te 58kg. A trenerem, który się tego podjął jest przesympatyczny i profesjonalny Patryk Krawczyk

A jak to wszystko wygląda będę opowiadać w kolejnych wpisach.

Test łyżew Oxelo Fit3

Jestem osobą aktywną. Nie mówię tego na wyrost. Bardzo lubię sport, ruch jest mi potrzebny do dobrego samopoczucia. Jeżdżę na rowerze, bardzo dużo biegam, korzystam z dobrodziejstw rolkarstwa, jak i również odwiedzam kluby fitness czy siłownie. Problem pojawia się jednak gdy nadchodzi zima i spada śnieg. Oczywiście bieganie jest możliwe do pewnego pułapu temperaturowego, ale rower czy rolki już odpadają. Pewnie powiecie: przecież jest tyle sportów zimowych. Idealny moment na ich praktykowanie. Może i tak, ja niestety nie jestem sportowcem zimowym. Narty, snowboard czy biegówki to nie moja bajka. Sanki natomiast trudno nazwać sportem 😉. Na szczęście dawno temu rodzice zabrali mnie na jedyne we Wrocławiu lodowisko. Założyli pierwsze w życiu białe figurówki w rozmiarze 25 i postawili na tafli lodu. Sami nie mając łyżew nie mogli że mną wejść więc zdania byłam na siebie i przemiłe dwie nastolatki, które zaopiekować się i pokazały tajniki jazdy na łyżwach pięciolatce. Od tamtego dnia to łyżwy ratują zimę. Dzięki nim mogę powiedzieć że czekam na tą porę roku równie niecierpliwie co snowboardziści czy narciarze. Gdy dowiedziałam się że mogę przetestować łyżwy nie było innej opcji jak zgodzić się i podjąć wyzwanie

Do testów dostałam łyżwy marki Oxelo Fit3. 

Moje pierwsze wrażenia po otwarciu pudełka? Wow ale ładne. Kolorystyka przywiodła mi na myśl typowy zimowy krajobraz. I ten wzorek nad ostrzem. Uważam, że prezentują się bardzo dobrze. I co dla mnie osobiście ważne – damska wersja nie jest w różowej kolorystyce.

Niestety druga myśl jaka pojawiła się to żal, że nie ma w komplecie pożądanych ochraniaczy na ostrza. Owszem, można dokupić uniwersalne w sklepie (takie też mam), ale niestety są one przydatne jedynie do transportu. Gdybym chciała przejść w nich z szatni do tafli lodowiska jest to nie możliwe ponieważ są uniwersalne i nie trzymają się łyżew. Może to być odebrane jako fanaberia, ja jednak sporo jeżdżę i uważam że dzięki temu ostrza niszczyły by się jeszcze mniej. Z tego co mogłam wcześniej zaobserwować te hokejówki nie są jakoś bardzo ciężkie. Łyżwy na nodze leżą bardzo dobrze. Wzięłam o rozmiar większe z myślą o grubszej skarpecie szczególnie na otwartych lodowiskach. Był to dobry wybór. Nic mnie nie cisnęło ani nie uwierało. Dobrze się je wiąże, a zapięcia dobrze pomagają docisnąć i dopasować moc wiązania. Sama jazda była bez zarzutów. Buty dobrze trzymają kostki. Nie ma uczucia „latania nogi”. Zazwyczaj po ok.30-40 minutach jazdy czuję lekki dyskomfort w śródstopiu, tu tego nie czułam. Bardzo miło wspominam jazdę w tych łyżwach i cieszę się że mogłam je przetestować i wyrazić swoją opinię.

Z nowym rokiem nowym krokiem

To już chyba norma, że styczniowe wpisy blogowe obfitują z cele, założenia i plany na nadchodzący rok. Bliższe, dalsze, bardziej bądź mniej konkretne. Czy na koniec wszyscy mogą pochwalić się doprowadzeniem tych założeń do końca to już inna bajka. Myślę jednak, że każdy coś tam sobie zakłada.

Z ciekawości chciałam sprawdzić jak tam moje założenia na 2016 wypadły, a tu niespodzianka – nie było żadnych 😉 W sumie to jakoś mnie to nie dziwi. Biorąc pod uwagę Żelka dobrze, że nic nie zakładałam, bo tylko frustracja by mnie zjadła, że się nie udało 😉 A tak na spokojnie sobie żyłam nieświadoma tego szczęścia 😀

W tym roku postanowiłam jednak coś tam sobie zaplanować. Zapisane to może łatwiej będzie zapamiętać i motywacja będzie większa 😛

  1. Przebiec w ok. 2-2:20 półmaraton ślężański
  2. Przebiec w ok.1:50-2 półmaraton nocny we Wrocławiu
  3. Zrobić 10km w 50-55min, a 5km w 25minut.
  4. Przyłożyć się do treningów okołobiegowych 😛

Takie to moje biegowe cele. Nie ma ich za dużo, ponieważ przed nami mój powrót do pracy i rozpoczęcie przez Żelka edukacji żłobkowej, tak więc dużo zmiennych będzie miało na nas wpływ 😉 Trzeba pamiętać jednak, że kto nie próbuje ten nie wie czy mu się uda czy nie. Tak więc do pracy marsz 😀

Powodzenia wszystkim w realizacji założeń 🙂

Jak to w ciąży z aktywnością jest

Gdy dowiedziałam się o ciąży byłam w szczycie przygotowań do półmaratonu. Z jednej strony radość, że się udało. Z drugiej, mimo szczerych chęci, czułam leciutki zawód, że te przygotowania będą musiały pójść w odstawkę i poczekać przynajmniej do następnego roku. Po oswojeniu się z tą wiadomością kolejnym etapem było znalezienie jak największej liczby informacji dotyczących biegania w ciąży. Bardzo mi zależało aby móc dalej biegać, aby po ciąży móc wrócić do treningów bez jakiś większych strat wydolnościowych. A poza tym wiedziałam, że ciężko będzie mi porzucić bieganie, aktywność, możliwość ruszania się. Może to i uzależnienie, a może nie? Nie wiem. Wiem jedno, jest to coś co daje mi radość i pozwala się zrelaksować, a oto chyba w ciąży chodzi, prawda? Przyszła mama powinna korzystać z tego czasu w pełni. Powinna zająć się sobą, dbać o siebie, relaksować się i cieszyć każdą chwilą tego pięknego okresu. Skorzystałam z tego przesłania i nie zaprzestałam biegania ani innych aktywności sportowych, jedyne co zrobiłam to je lekko zmodyfikowałam.

Pierwszy trymestr minął u mnie bezobjawowo. Jedynym skutkiem ubocznym ciąży była większa senność niż dotychczas, ale to i tak było niewspółmiernie rzadsze niż opisywały to koleżanki. Należałam do szczęściar, które nie miały nudności, zapachy ich nie drażniły. Dzięki temu jadłam co chciałam i mogłam cieszyć się stanem ciążowym od samego początku. Do biegania wróciłam jak tylko moja lekarka potwierdziła, że wszystko się dobrze zagnieździło i dała zielone światło na ćwiczenia. Jestem osobą, która nie ufa do końca we wszystko co piszą w Internecie. Polegam na nielicznych opiniach osób sprawdzonych, ale przy tej mnogości informacji wolę jednak konsultować różne rzeczy z ludźmi z krwi i kości, którzy mogą mi osobiście udowodnić swoją wiedzę na dany temat. Z tego też powodu spotkałam się z trenerką personalną Katarzyną Kopecką, która poradziła mi jak podejść do aspektu biegania i ćwiczeń w ciąży. W trakcie biegania starałam się utrzymywać tętno w zakresie tlenowym (u mnie to było ok. 150 uderzeń na min), słuchałam swojego organizmu i nic nie robiłam na siłę. Jeśli czułam, że trzeba przejść do marszu to tak też robiłam. Zmniejszyłam dystans do 5km, ale jeśli czułam, że mam sił na więcej to korzystałam z możliwości przedłużenia trasy 🙂 I odwrotnie oczywiście też. Ilość treningów biegowych zmniejszyłam do 3 razy tygodniowo. Gdy temperatury w okresie letnim skoczyły do niebotycznie wysokich przerzuciłam się na spacery i pływanie.

Drugi trymestr to jak wszyscy mówią najlepszy okres w ciąży. Dużo sił i ciężaru jeszcze mało. Tak też było w moim przypadku. Sporo ćwiczeń, biegania, basenu (ten ostatni z powodu infekcji musiałam zaniechać po półtora miesiąca :/ ). Do biegania dorzuciłam ćwiczenia dla kobiet w ciąży oraz zajęcia w domu. Polegałam głównie na filmikach Anny Dziedzic – FitMom i jej poradach. Odpuściłam mięśnie brzucha, zostawiłam jedynie ćwiczenia na stabilizację i to też te łatwiejsze. Skupiłam się na mięśniach nóg i rąk. Przede mną noszenie sporego ciężaru, zarówno ciążowego jak i później w formie maluszka. Musiałam wykorzystać każdą nadarzającą się okazję aby jak najlepiej się przygotować do tego wydarzenia.

Trzeci trymestr to już zupełnie inna bajka. Bieganie zamieniłam na nordic walking. Nie sprawiało mi to już takiej przyjemności, a przecież nie oto chodzi w bieganiu i w ogóle w aktywności fizycznej 😉 Skupiłam się na tym co mi odpowiadało. Dużo spacerowałam, ćwiczyłam już głównie w domu, a także szalałam w kuchni 😉 Zorientowałam się, że kucharzenie bardzo mnie relaksuje i uspokaja. Do tego dorzuciłam bieganie po sklepach za prezentami świątecznymi 🙂 a w styczniu za rzeczami dla maluszka. Udało mi się prawie wszystko zorganizować przed narodzinami 😀

Czy zrobiłabym coś inaczej? Nie. Czułam i czuję się świetnie. Na drugi dzień po porodzie byłam już całkowicie na chodzi. W sumie to mogłam iść pobiegać 😉 Gdyby tylko nie mieć tego zdrowego rozsądku 😉 Rady dla innych? Jeśli tylko możecie, zdrowie wam na to pozwala, ciąża nie jest zagrożona, ćwiczcie, biegajcie, ruszajcie się. Róbcie wszystko to na co macie ochotę, co przynosi wam odprężenie i zapewnia dobry humor. Najważniejsze w ciąży to być zrelaksowanym, nie stresować się i cieszyć tym czasem oczekiwania 🙂