Back on track 4 – uroginekolożka jeszcze raz

Minął ponad miesiąc od faktycznego powrotu do ćwiczeń, przerywanego świętami i chorowaniem Żelka :/ Dlatego też umówiłam się na kontrolną wizytę do uroginekolożki Marty Soloch aby ponownie sprawdzić mięśnie dna miednicy, tym razem przy wysiłku. Zaciskając mięśnie na różne sposoby: długo, krótko i utrzymując napięcie przez jakiś czas, sprawdzała swoją rękę siłę tego napięcia. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Sytuacja po 2 ciążach jest bardzo dobra. Dostałam pozwolenie na powrót do biegania 😀 Jedynym problemem jest mięsień gruszkowaty prawy. On od zawsze sprawiał mi problemy, ale teraz przynajmniej wiem jak się nazywa 😉 Marta mi go rozmasowała i powiedziała jak go rozciągać i masować w domu. Będę się stosować do zaleceń i z iskierką w oku czekam na najbliższe truchtanie 🙂

Podsumwanie miesiąca – wrzesień i październik

Z początkiem września zakończyłam aktywność pod znakiem „ruch w ciąży” i przeszłam na level „ruch po ciąży”. Na razie nie ma szału 🙂 dlatego podsumowania będą chyba nadal co dwa miesiące.

Wrzesień w związku z tym faktem szałowy nie był. Aktywności na jakie sobie pozwalałam to spokojne spacery i ćwiczenia w połogu o których pisałam tu: http://sportymum.com.pl/?p=390. Przez pierwsze dwa tygodnie czułam jeszcze lekkie ciągnięcie w okolicy cięcia gry trochę więcej i intensywniej się poruszałam, dlatego też starałam się nieforsować. Postawiłam na regenerację i spokojne poznawanie się z Dzidziolem.

Październik to już inna bajka. Organizm odpoczął, zaczęłam odzyskiwać siły i poczułam potrzebę intensywniejszego ruchu. Pogoda zachęcała, młody super spał na dworze, więc nic tylko maszerować. Tak też robiłam. Dzięki temu kolometraż rósł z dnia na dzień. Na sam koniec dostając zielone światło od fizjoterapeutki wróciłam nawet do zajęć na sali z innymi mamami.

Powrót uważam za rozpoczęty i z niecierpliwością wyczekuję na pierwsze truchtanie.

Back on track – powrót na zajęcia fitness

Zielone światło od uroginekolożki pozwoliło mi na powrót do ćwiczeń. Szybko i chętnie skorzystałam z okazji i wybrałam się na zajęcia dla mam z dziećmi. Prowadzone są przez Ewę Grajewską z BuggyGym Wrocław. Ona również prowadzi zajęcia dla kobiet w ciąży, na które do samego końca chodziłam, i to ona zaraz po porodzie doradzała co i jak ćwiczyć 🙂 Wracając do nowych zajęć. Nie wiedziałam jak zachowa się Dzidziol więc jechałam z duszą na ramieniu, szczególnie że marudził przy wyjściu. Na szczęście młody pierwsze zajęcia przespał, a drugie przeleżał na macie zainteresowany wyginającymi się kobietami 😛 Mam nadzieję, że już tak pozostanie.

Co do samych ćwiczeń to są one dostosowane do kobiet wracających do aktywności po ciąży. Dzięki nim wzmacnianym mięśnie dna miednicy, i angażujemy wszystkie mięśnie brzucha poza prostym. Ewa zawsze pokazuje 2 lub 3 wersje danego ćwiczenia jeśli angażuje ono brzuch. Dzięki temu każda z nas może wybrać odpowiednią dla siebie wersję. Poza tym w trakcie ćwiczeń Ewa cały czas sprawdza czy kresa się nie napina, przypomina o napinaniu mięśnia poprzecznego brzucha. Tak więc wszystko jest pod super kontrolą.

A ja? Bardzo się cieszę, że mogłam już wrócić do ćwiczeń, do aktywności. Humor po takich zajęciach jest od razu o niebo lepszy. Co prawda po pierwszych zajęciach miałam zakwasy na udach, ale już po drugim spotkaniu obyło się bez. Czyli jest dobrze, pamięć mięśni jest OK 😀

Back on track – wizyta u uroginekologa

Po standardowych 6 tygodniach połogu i wizycie u ginekologa, który potwierdził, że wszystko jest OK, zapisałam się na wizytę do poleconej uroginekolożki Marty Soloch. Prowadzi ona studio Fizjo Intima Lady https://www.facebook.com/fizjointimalady/ i poleciła mi ją Ewa Grajewska z BuggyGym Wrocław. Na wizytę można iść samej albo z dzieckiem, nie ma z tym problemu 🙂 dlatego ja poszłam z Dzidziolem, co by nie tracić później popołudnia ze starszakiem.

Marta najpierw zrobiła ze mną wywiad aby dowiedzieć się co nieco o mnie, o tym jak przebiegały obie ciąże, jak aktywna byłam przed, w trakcie oraz do jakiej aktywności chciałabym wrócić po ciąży. Następnie podotykała i posprawdzała moje mięśnie brzucha oraz miednicy. Poobserwowała jak oddycham i napinam te mięśnie. Werdykt: mogę wrócić na fitness, ale najlepiej dla świeżo upieczonych mam aby dalej chronić brzuch i miednicę, i w połowie listopada zacząć marszobiegi. Jednie co mam zrobić przed rozpoczęciem biegania to wrócić do niej i zrobić jeszcze próbę wysiłkową.

Z tymi pozytywnymi wiadomościami wróciłam szczęśliwa do domu i gotowa na kolejny krok.

Back on track – pierwsze kroki

Gdy 5 września 2019 o 11:30 lekarz spokojnym głosem oznajmił, że „nie ma co czekać i robimy cesarkę” dwie myśli pojawiły się w mojej głowie:

  • „uff kończymy tą 11-godzinną walkę ze skurczami”
  • „półmaraton śleżański poszedł się…”

Która myśl była pierwsza? Nie mam pojęcia, ale tą o półmaratonie powiedziałam na głos mamie 😉

Do szpitala w teczce z dokumentami wzięłam ze sobą wytyczne od Ewy z BuggyGym dotyczące pierwszej aktywności już w połogu, już na drugi/trzeci dzień. Leżenie na brzuchu, ćwiczenia oddechowe wraz z aktywacją mięśnia poprzecznego brzucha czy dna miednicy są możliwe, nawet świeżo po cesarce, jeszcze w szpitalu. Plan był ale głowa i ból i zrobiły swoje. Nie udało się. Nie zrobiłam nic, nawet palcem nie kiwnęłam 😉 Ale ale ja?? Nie no ja? Wrócę do domu, na spokojnie i ruszam z kopyta 😀 Wróciłam i … poczekałam do zdjęcia szwów i … poczekałam do indywidualnych konsultacji z Ewą właśnie (czyt. 1,5 tygodnia leżakowania i zbijania bąków 😀 ).

Wizyta Ewy pozwoliła mi poukładać sobie wiedzę teoretyczną i spróbować praktycznie ją zastosować pod jej kierunkiem. Dzięki niej mam trochę lepsze wyobrażenie jak aktywować wcześniej wspomniane mięśnie przez samo ich napinanie w pozycji leżącej. Nie jest to proste i fakt że nie ma widocznego ruchu powoduje moją frustrację, bo nie wiem czy faktycznie coś robię czy nie 😛 Na szczęście kolejne ćwiczenia już są bardziej widoczne co ułatwia sprawę: kołysanie miednicą czy mosty na ramionach,

Założenie, że będę to robić codziennie po kilka serii się trochę nie udało :/ Nieodkładalny i nienajedzony ssak trochę mnie ograniczył. To co się daje robię przed snem w łóżku (poza mostami). Staram się też to robić normalnie w dzień ale nie zawsze się udaje. Czego żałuję najbardziej to tego, że za mało leżę na brzuchu. Jest to jednak pozycja, której nigdy nie cierpiałam więc pewnie dlatego zawsze znajdzie się wymówka 😛

Ale ale jak zawsze tak i teraz mam postanowienie poprawy, i zaczynam … znowu. K poszedł do pracy po 4 tygodniach bycia ze mną, tak więc my z Dzidziolem zaczynamy układać sobie plan dnia, w którym znajdzie się miejsce m.in, na ćwiczenia. Szczególnie, że chcę jak najszybciej wrócić do biegania. Ale to będzie zależało od wizyty u uroginekologa . Postaram się zamieścić o tym osobny wpis.

Trzymajcie kciuki za wytrwałość.

Ciąża ciąży nierówna

Tak jak powtarza się, że każde dziecko jest inne i nie należy ich porównywać (nawet wśród rodzeństwa), tak każda ciąża to niepowtarzalny stan.

W poprzedniej ciąży byłam bardzo aktywna (tak, teraz wiem, że to była bardzo duża aktywność, choć wtedy myślałam coś innego 😉 )pomimo mrozów na końcówce. Zero typowych dolegliwości ciężarnych, waga wzrosła książkowo. W tej już tak różowo nie było. Początek to pobyt w szpitalu ze świńską grypą, osłabienie organizmu przed i długo długo po (prawie 3 tygodnie dochodzenia do siebie). Co za tym idzie mała aktywność fizyczna i spadek kondycyjny, którego już nie byłam w stanie nadrobić. Ogólnie dużo mniejsza aktywność z tego powodu jak i szybko i długo pojawiających się upałów, odbiły się na mojej wadze. Niby centymetrowo nie było aż tak źle, ale kilogramy poszybowały w górę. Głównie w brzuchu, ale nie tylko za sprawą Dzidziola (który był o 800g większy od brata), ale i za sprawą dogadzania sobie 😛 Aktualnie zostało mi 5-6 kg do zrzucenia, co przy 18 nadprogramowych i tak już nie jest źle, ale jednak coś tam zostało. Do tego dwa różne porody: wtedy naturalny teraz cesarka to kolejny aspekt wskazujący na zróżnicowanie.

Mimo wszystko przede mną jak i teraz droga powrotna. Cele są, choć chyba ulegną małej modyfikacji (jak zawsze), zapał jest, teraz tylko ostatnie check-ups lekarskie i u fizjo, i będzie można „szaleć” 😀 A jak? O tym niebawem.

Podsumowanie miesiąca – czerwiec i lipiec

Moja „regularność” w pisaniu bloga powala 😀 Z drugiej strony jednak trudno zrobić ciekawe podsumowanie miesiąca gdy tylko jedna aktywność króluje 😉

Czerwiec i lipiec to mój 3 trymestr. Brzuch jaki jest każdy widzi na zdjęciach. Łatwo nie jest, ciężar ciąży szczególnie dla stóp. Do tego upały, prawie, nieustające również dają się silnie we znaki. Z tego też powodu zakończyłam bieganie sześcioma kilometrami na początku czerwca i całkowicie skupiłam się na ćwiczeniach dla kobiet w ciąży i po. Uzbierała się z tego niezła suma godzin i spalonych kalorii: to było 7h25min i 2131kcal w czerwcu i 1876kcal w lipcu.

Do tego dobrze spożytkowany czas na przygotowaniu się do wielkiego dnia. W miłym towarzystwie, w przyjemnie chłodnym (klimatyzacja) miejscu 😛 Dodatkowo dzięki zaangażowaniu trenerki Ewy mogłyśmy skorzystać z ciekawych warsztatów dotyczących ruchu w porodzie, dbałości o mięśnie dna miednicy oraz mięśnie brzucha już po porodzie.

Wrocławiankom naprawdę polecam zajęcia z Ewą o której wspominałam wcześniej http://sportymum.com.pl/?p=345. Jest z czego wybierać. Można spotkać się z nią indywidualnie, grupowo na sali, bądź w ramach zajęć Buggygym w parku Południowym. Ja na pewno skorzystam z jej ofert już po porodzie 😀

A sierpień poświęcam na rozciąganie i relaksację połączoną z ostatnimi przygotowaniami do przywitania maluszka.

Małe podsumowanko śródciążowe

Kolejne dwa miesiące za mną, przede mną jeszcze tylko 3 i kilka dni więc już bliżej jak dalej 😉

Kwiecień to był miesiąc kiedy już poczułam, że mogę spokojnie biegać, bez większego zmęczenia. Na stałe podzieliłam tydzień między bieganie a zajęcia fitness i czułam, że to jest to. Dzięki takiemu ruchowi nie doskwierały mi żadne dolegliwości ciążowe, a i sił było sporo. Przebiegłam wtedy ponad 10h czyli 73,5km a przećwiczyłam prawie 6h. Co prawda nie przekraczałam bariery 10km ale godzina truchtu zawsze daje pozytywne efekty 🙂

Kwiecień

Później przyszedł wyjazd na majówkę o którym pisałam tu i kiepska pogoda po powrocie we Wrocławiu. Nad morzem udało mi się jeszcze trochę potruchtać, ale już zauważalnie ciężej. Zrzucałam to na karb piasku 😉 ale to już były oznaki spadku sił. Ogarnięcie się po powrocie zajęło mi trochę więcej czasu więc postawiłam na fitness. Poza tym pogoda nie zachęcała do biegania. Tak jak bieganie w deszczu nie jest dla mnie problemem, tak w ciąży nie widzę sensu nadwyrężać już i tak nadwyrężonego organizmu i odpuszczałam. Poza tym to ma być przyjemność a nie przymus 😉 Zamiast bieganie trafił mi się weekend spacerowy po Wrocławiu w ramach odwiedzin teściowej tak więc wpadło ponad 18km przespacerowanych 😉 To właśnie po tym weekendzie zauważyłam już, że męczę się coraz szybciej i że trzeba powoli wrzucać na luz 😉 W maju pobiegałam (ponad 35km) i przeszłam tyle samo godzin 😉 czyli prawie 6h za to więcej poćwiczyłam bo prawie 8h.

Maj

Myślę, że jak na mamuśkę to nieźle i mam nadzieję, że nadchodzące miesiące mimo prawdopodobnych upałów nie będą gorsze. Oczywiście biorąc pod uwagę, że brzuch już zaczyna zasłaniać stopy i generalnie robi się coraz ciężej 😉

Jak cię widzą inni

„Ale nie biegasz?” „Nie biegasz już, prawda?”, „Jeszcze biegasz?”, „Biegasz? Po co?”. To najczęściej pojawiające się pytania, które padają podczas ciąży. To tak jakby zajście w ciążę całkowicie wyłączało cię z dotychczasowego życia. I to nie jest troska o zdrowie, bo te pytania padają od osób, które wiedzą że czuję się dobrze. To tak jakby bieganie w ciąży było odbierane za egoistyczną fanaberię. Robisz to tylko dla siebie, a maluszek cię nie obchodzi.

Niestety to jest jakaś taka przywara społeczeństwa, że kobieta w ciąży przestaje być indywidualnym bytem, jednostką, a staje się postrzegana jako własność ogółu. Większość ludzi uzurpuje sobie prawo do głośnego wyrażania zdania na temat jej poczynań. Gdyby nie była w ciąży nikt by na to nie wpadł, ale przecież nosi w sobie kolejnego członka społeczeństwa, więc czują się usprawiedliwieni. Je to a nie tamto, pije to a nie coś innego. Na pewno o siebie nie dba. Po co się tak męczy itd, itp. A najciekawsze jest to, że są to często osoby jej obce. I to dotykanie/próby dotykania brzucha. Aż ciśnie się na usta: ODWAL SIĘ!!

I tu pojawia się drugi problem naszego wychowania: nieumiejętność przeciwstawienia się takim sytuacjom. Zazwyczaj wzruszamy ramionami, puszczamy mimo uszu kolejną „złotą poradkę”, czy wzdrygamy się …wewnętrznie na obcy dotyk. Tak nie powinno być, więc jeśli chcemy aby takie zachowania nie miały miejsca, to po prostu musimy reagować. Jak? To już jest w indywidualnej gesti każdej osoby. Myślę jednak, że brak reakcji jest najgorszym wyjściem. Tak więc dziewczyny reagujcie, sprzeciwiajcie się jeśli coś wam nie odpowiada. To wasze życie, wasze ciała i wasza ciąża. Nikogo innego 😀

Na sportowo

Staram się aby i ta ciąża przebiegała pod znakiem sportu. Sport to coś co sprawia mi przyjemność, poprawia humor gdy jest kiepski, ułatwia znalezienie rozwiązania problemu,a nawet wyłącza całkowicie myślenie co też jest czasem potrzebne. Poza tym wiem jak pozytywnie aktywność fizyczna wpływa na moje ciało i samą ciążę. Myślę, że to dzięki niej ominęły mnie typowe dolegliwości ciążowe. Chciałabym, aby i tym razem było podobnie. Na szczęście po ciężkim początku, powoli wychodzę prostą.

Mam zaplanowany tydzień, myślę że optymalnie: dwa razy zajęcia fitness i dwa-trzy razy bieganie.

Na fitness chodzę do super instruktorki Ewy Grajewskiej z BuggyGym Wrocław http://www.treningmam.pl/ . Korzystałam z ćwiczeń z nią już po urodzeniu Żelka gdy chodziłam na jej zajęcia z wózkami w parku. Tym razem na pewno też będę z nich korzystać. Aktualnie chodzę do niej na zajęcia dla kobiet w ciąży i zaraz po. Są to ogólnorozwojowe ćwiczenia, skupiające się na tych częściach ciała, które możemy w ciąży spokojnie wzmacniać. Do tego dostajemy masę interesujących informacji dotyczących powrotu do aktywności zaraz po porodzie 🙂 Następne w kolejce są zajęcia fitnessu z maluszkiem, z których spróbuję skorzystać o ile maluszek na to pozwoli 😛 Najpierw jednak skorzystam z pomocy Ewy w ustaleniu jak się ma mój mięsień prosty brzucha po ciąży. Nie zrobiłam tego po pierwszym porodzie i do teraz nie wiem czy było coś nie tak i można było temu zaradzić czy nie. Teraz jednak nie popełnię tego błędu drugi raz 😉

Biegam tak jak w pierwszej ciąży. Staram się nie przekraczać tętna ze strefy tlenowej. U mnie to ok. 150ud/min. Zazwyczaj jest to ok. 1h-1,5h biegu do daje jakieś max. 10-11km. Na więcej nie mam siły 😉 Myślę, że powodem jest nie tylko ciąża, ale też słabsza kondycja. Początek roku nie był mocno aktywny w moim wykonaniu, a teraz już objętości nie zbuduję, więc muszę korzystać z tego co mam 😉

Najważniejsze jednak to to, że odpowiada mi to co robię i daje mi to przyjemność. Dlatego też powtarzam to każdemu kto pyta: jeśli tylko zdrowie pozwala to sport w ciąży jest naprawdę możliwy. Trzeba tylko chcieć. I pamiętać, że korzysta na tym zarówno mama jak i maluszek 😀