Podsumowanie miesiąca – czerwiec i lipiec

Moja „regularność” w pisaniu bloga powala 😀 Z drugiej strony jednak trudno zrobić ciekawe podsumowanie miesiąca gdy tylko jedna aktywność króluje 😉

Czerwiec i lipiec to mój 3 trymestr. Brzuch jaki jest każdy widzi na zdjęciach. Łatwo nie jest, ciężar ciąży szczególnie dla stóp. Do tego upały, prawie, nieustające również dają się silnie we znaki. Z tego też powodu zakończyłam bieganie sześcioma kilometrami na początku czerwca i całkowicie skupiłam się na ćwiczeniach dla kobiet w ciąży i po. Uzbierała się z tego niezła suma godzin i spalonych kalorii: to było 7h25min i 2131kcal w czerwcu i 1876kcal w lipcu.

Do tego dobrze spożytkowany czas na przygotowaniu się do wielkiego dnia. W miłym towarzystwie, w przyjemnie chłodnym (klimatyzacja) miejscu 😛 Dodatkowo dzięki zaangażowaniu trenerki Ewy mogłyśmy skorzystać z ciekawych warsztatów dotyczących ruchu w porodzie, dbałości o mięśnie dna miednicy oraz mięśnie brzucha już po porodzie.

Wrocławiankom naprawdę polecam zajęcia z Ewą o której wspominałam wcześniej http://sportymum.com.pl/?p=345. Jest z czego wybierać. Można spotkać się z nią indywidualnie, grupowo na sali, bądź w ramach zajęć Buggygym w parku Południowym. Ja na pewno skorzystam z jej ofert już po porodzie 😀

A sierpień poświęcam na rozciąganie i relaksację połączoną z ostatnimi przygotowaniami do przywitania maluszka.

Małe podsumowanko śródciążowe

Kolejne dwa miesiące za mną, przede mną jeszcze tylko 3 i kilka dni więc już bliżej jak dalej 😉

Kwiecień to był miesiąc kiedy już poczułam, że mogę spokojnie biegać, bez większego zmęczenia. Na stałe podzieliłam tydzień między bieganie a zajęcia fitness i czułam, że to jest to. Dzięki takiemu ruchowi nie doskwierały mi żadne dolegliwości ciążowe, a i sił było sporo. Przebiegłam wtedy ponad 10h czyli 73,5km a przećwiczyłam prawie 6h. Co prawda nie przekraczałam bariery 10km ale godzina truchtu zawsze daje pozytywne efekty 🙂

Kwiecień

Później przyszedł wyjazd na majówkę o którym pisałam tu i kiepska pogoda po powrocie we Wrocławiu. Nad morzem udało mi się jeszcze trochę potruchtać, ale już zauważalnie ciężej. Zrzucałam to na karb piasku 😉 ale to już były oznaki spadku sił. Ogarnięcie się po powrocie zajęło mi trochę więcej czasu więc postawiłam na fitness. Poza tym pogoda nie zachęcała do biegania. Tak jak bieganie w deszczu nie jest dla mnie problemem, tak w ciąży nie widzę sensu nadwyrężać już i tak nadwyrężonego organizmu i odpuszczałam. Poza tym to ma być przyjemność a nie przymus 😉 Zamiast bieganie trafił mi się weekend spacerowy po Wrocławiu w ramach odwiedzin teściowej tak więc wpadło ponad 18km przespacerowanych 😉 To właśnie po tym weekendzie zauważyłam już, że męczę się coraz szybciej i że trzeba powoli wrzucać na luz 😉 W maju pobiegałam (ponad 35km) i przeszłam tyle samo godzin 😉 czyli prawie 6h za to więcej poćwiczyłam bo prawie 8h.

Maj

Myślę, że jak na mamuśkę to nieźle i mam nadzieję, że nadchodzące miesiące mimo prawdopodobnych upałów nie będą gorsze. Oczywiście biorąc pod uwagę, że brzuch już zaczyna zasłaniać stopy i generalnie robi się coraz ciężej 😉

Jak cię widzą inni

„Ale nie biegasz?” „Nie biegasz już, prawda?”, „Jeszcze biegasz?”, „Biegasz? Po co?”. To najczęściej pojawiające się pytania, które padają podczas ciąży. To tak jakby zajście w ciążę całkowicie wyłączało cię z dotychczasowego życia. I to nie jest troska o zdrowie, bo te pytania padają od osób, które wiedzą że czuję się dobrze. To tak jakby bieganie w ciąży było odbierane za egoistyczną fanaberię. Robisz to tylko dla siebie, a maluszek cię nie obchodzi.

Niestety to jest jakaś taka przywara społeczeństwa, że kobieta w ciąży przestaje być indywidualnym bytem, jednostką, a staje się postrzegana jako własność ogółu. Większość ludzi uzurpuje sobie prawo do głośnego wyrażania zdania na temat jej poczynań. Gdyby nie była w ciąży nikt by na to nie wpadł, ale przecież nosi w sobie kolejnego członka społeczeństwa, więc czują się usprawiedliwieni. Je to a nie tamto, pije to a nie coś innego. Na pewno o siebie nie dba. Po co się tak męczy itd, itp. A najciekawsze jest to, że są to często osoby jej obce. I to dotykanie/próby dotykania brzucha. Aż ciśnie się na usta: ODWAL SIĘ!!

I tu pojawia się drugi problem naszego wychowania: nieumiejętność przeciwstawienia się takim sytuacjom. Zazwyczaj wzruszamy ramionami, puszczamy mimo uszu kolejną „złotą poradkę”, czy wzdrygamy się …wewnętrznie na obcy dotyk. Tak nie powinno być, więc jeśli chcemy aby takie zachowania nie miały miejsca, to po prostu musimy reagować. Jak? To już jest w indywidualnej gesti każdej osoby. Myślę jednak, że brak reakcji jest najgorszym wyjściem. Tak więc dziewczyny reagujcie, sprzeciwiajcie się jeśli coś wam nie odpowiada. To wasze życie, wasze ciała i wasza ciąża. Nikogo innego 😀

Na sportowo

Staram się aby i ta ciąża przebiegała pod znakiem sportu. Sport to coś co sprawia mi przyjemność, poprawia humor gdy jest kiepski, ułatwia znalezienie rozwiązania problemu,a nawet wyłącza całkowicie myślenie co też jest czasem potrzebne. Poza tym wiem jak pozytywnie aktywność fizyczna wpływa na moje ciało i samą ciążę. Myślę, że to dzięki niej ominęły mnie typowe dolegliwości ciążowe. Chciałabym, aby i tym razem było podobnie. Na szczęście po ciężkim początku, powoli wychodzę prostą.

Mam zaplanowany tydzień, myślę że optymalnie: dwa razy zajęcia fitness i dwa-trzy razy bieganie.

Na fitness chodzę do super instruktorki Ewy Grajewskiej z BuggyGym Wrocław http://www.treningmam.pl/ . Korzystałam z ćwiczeń z nią już po urodzeniu Żelka gdy chodziłam na jej zajęcia z wózkami w parku. Tym razem na pewno też będę z nich korzystać. Aktualnie chodzę do niej na zajęcia dla kobiet w ciąży i zaraz po. Są to ogólnorozwojowe ćwiczenia, skupiające się na tych częściach ciała, które możemy w ciąży spokojnie wzmacniać. Do tego dostajemy masę interesujących informacji dotyczących powrotu do aktywności zaraz po porodzie 🙂 Następne w kolejce są zajęcia fitnessu z maluszkiem, z których spróbuję skorzystać o ile maluszek na to pozwoli 😛 Najpierw jednak skorzystam z pomocy Ewy w ustaleniu jak się ma mój mięsień prosty brzucha po ciąży. Nie zrobiłam tego po pierwszym porodzie i do teraz nie wiem czy było coś nie tak i można było temu zaradzić czy nie. Teraz jednak nie popełnię tego błędu drugi raz 😉

Biegam tak jak w pierwszej ciąży. Staram się nie przekraczać tętna ze strefy tlenowej. U mnie to ok. 150ud/min. Zazwyczaj jest to ok. 1h-1,5h biegu do daje jakieś max. 10-11km. Na więcej nie mam siły 😉 Myślę, że powodem jest nie tylko ciąża, ale też słabsza kondycja. Początek roku nie był mocno aktywny w moim wykonaniu, a teraz już objętości nie zbuduję, więc muszę korzystać z tego co mam 😉

Najważniejsze jednak to to, że odpowiada mi to co robię i daje mi to przyjemność. Dlatego też powtarzam to każdemu kto pyta: jeśli tylko zdrowie pozwala to sport w ciąży jest naprawdę możliwy. Trzeba tylko chcieć. I pamiętać, że korzysta na tym zarówno mama jak i maluszek 😀

Podsumowanie miesiąca – marzec

Marzec zastał mnie pod znakiem rekonwalescencji. Pobyt w szpitalu się skończył i nie pozostało mi nic innego jak dochodzić do siebie w zaciszu domowym. Na początku nie było mowy o żadnej aktywności fizycznej. Samo wejście do domu na czwarte piętro (bez windy) wymagało ode mnie nie lada wysiłku. Nie było mowy abym nosiła jakiekolwiek zakupy czy inne ciężary. Był to ciężki okres dla osoby aktywnej i lubiącej być aktywną. Musiałam uzbroić się w cierpliwość 😉

Powoli, powoli, krok po kroku było coraz lepiej. Nabierałam sił, starałam się zamienić moje siedzenie w domu na gotowanie aby chociaż w taki sposób podbudować moje zdrowie. Dzięki tym wszystkim zabiegom już w połowie miesiąc postawiłam pierwsze kroki na zajęciach fitness dla przyszłych mam u Ewy Grajewskiej z Buggygym Wrocław. Fakt, że nie jest źle z moją kondycją na ćwiczeniach, zachęcił mnie do potruchtania choć troszkę 😉 Cóż miłość do biegania jest bardzo silna i miałam nadzieję, że nie będę musiała z nią walczyć tylko się jej poddać 😉 Uff okazało się, że i w tym aspekcie nie jest tragicznie. Nie jestem demonem szybkości, ale nie padam bez tchu po kilku kilometrach 😛

I tak powoli, powoli dzięki fitnessowi na zmianę z bieganiem wróciłam do życia sportowego. Nie ma tu może zawrotnych szybkości czy dużych dystansów. Nie to jest jednak teraz dla mnie najważniejsze. Skupiam się tylko i wyłącznie na zdrowiu swoim i maluszka, i cieszę się, że dzięki aktywności fizycznej mogę nam to zapewnić.

A tak wygląda miesiąc w liczbach.

Druga ciąża na sportowo

Wiedziałam już, że sport w ciąży to nie problem. Z tego tez powodu nie planowałam przerwy na 1-szy trymestr jeśli wszystko będzie dobrze. Dopóki nie wiedziałam, że jestem w ciąży było super! Wszystko dzięki lekom na alergię 😉 Niestety jak już byłam świadoma swojego stanu, musiałam je odstawić i skończyło się szaleństwo :/

Alergia bardzo się nasiliła, katar nie odpuszczał. Każde wyjście do parku czy lasu gdzie zalegały zbutwiałe liście i było dużo wilgoci kończyło się utrudnionym oddychaniem wieczorami. Do tego grzyby i pleśnie w klimatyzowanej pracy również nie ułatwiały życia. To wszystko wyłączyło mnie z biegania. Jedyne co mi pozostało to ćwiczenia w zaciszu domowym. Skorzystałam z zajęć indywidualnych u Ewy Grajewskiej https://www.facebook.com/BuggyGymEwaGrajewskaTreningMAM/?epa=SEARCH_BOX i bardzo chciałam jej rady wdrożyć w domu. Niestety i to nie było mi dane :/ Alergia i ciągły katar tak osłabiły moją odporność, że przyplątała mi się grypa. Nie było by problemu gdyby to była zwykła grypa. Ja jednak złapałam świńską grypę, przez co wylądowałam w szpitalu na całe 7 dni.

Stres i choroba dały mi w kość dlatego też rekonwalescencja wymagała czasu. Musiałam odpuścić na każdej płaszczyźnie, a co najważniejsze uzbroić się w cierpliwość. Nie było to łatwe, bo z zasady nie lubię odpuszczać i ciężko mi naginać wcześniej ustalone założenia. Ale uczę się tego już od ponad 3 lat 😛 i wydaje mi się, że idzie mi to coraz lepiej 😉

Aktualnie jest już nieźle. Powoli wracam do aktywności fizycznej. Natężenie jest minimalne, a jeśli czuję osłabienie od razu odpuszczam. To nie jest czas na bicie rekordów. To jest czas na spokojne obserwowanie jak rośnie we mnie nowe życie i dbanie aby rosło w zdrowej i spokojnej atmosferze.

Zapraszam więc na śledzenie mojej spokojnej, ale zdrowej i aktywnej ciąży 😀

Plany planami a życie życiem :P

Od ponad 3 lat to zdanie to prawie moje moje motto życiowe – lubiane bądź nie, chciane lub niechciane. Ten rok już na samym początku dał mi możliwość jego wykorzystania 🙂

Z celów które sobie założyłam na początku roku, a o których pisałam tu może uda mi się ogarnąć jeden i to ten ostatni zupełnie niebiegowy 😀 Półmaraton zamienił się w 9 miesięczny bieg ultra, opcja zejścia do 58kg zamieniła się w opcję nie przytycia więcej niż 69kg 😛 a trenera Patryka zamieniłam na trenerkę Ewę, która świetnie zajmuje się kobietami w ciąży i po ciąży 😀 Tak to jest jak się wraca do biegania w dwupaku. Mam małe déjà vu. Znowu trzeba zmodyfikować bieganie i rodzaje ćwiczeń. Do tego bardziej skupić się na diecie i nie zaniedbywać żadnego składnika. Wszystko powoli konsultowane i dopytane. Niby drug ciąża na większym luzie, a jednak z większym doświadczeniem i rozwagą.

Stay tuned!!

Jak to w ciąży z aktywnością jest

Gdy dowiedziałam się o ciąży byłam w szczycie przygotowań do półmaratonu. Z jednej strony radość, że się udało. Z drugiej, mimo szczerych chęci, czułam leciutki zawód, że te przygotowania będą musiały pójść w odstawkę i poczekać przynajmniej do następnego roku. Po oswojeniu się z tą wiadomością kolejnym etapem było znalezienie jak największej liczby informacji dotyczących biegania w ciąży. Bardzo mi zależało aby móc dalej biegać, aby po ciąży móc wrócić do treningów bez jakiś większych strat wydolnościowych. A poza tym wiedziałam, że ciężko będzie mi porzucić bieganie, aktywność, możliwość ruszania się. Może to i uzależnienie, a może nie? Nie wiem. Wiem jedno, jest to coś co daje mi radość i pozwala się zrelaksować, a oto chyba w ciąży chodzi, prawda? Przyszła mama powinna korzystać z tego czasu w pełni. Powinna zająć się sobą, dbać o siebie, relaksować się i cieszyć każdą chwilą tego pięknego okresu. Skorzystałam z tego przesłania i nie zaprzestałam biegania ani innych aktywności sportowych, jedyne co zrobiłam to je lekko zmodyfikowałam.

Pierwszy trymestr minął u mnie bezobjawowo. Jedynym skutkiem ubocznym ciąży była większa senność niż dotychczas, ale to i tak było niewspółmiernie rzadsze niż opisywały to koleżanki. Należałam do szczęściar, które nie miały nudności, zapachy ich nie drażniły. Dzięki temu jadłam co chciałam i mogłam cieszyć się stanem ciążowym od samego początku. Do biegania wróciłam jak tylko moja lekarka potwierdziła, że wszystko się dobrze zagnieździło i dała zielone światło na ćwiczenia. Jestem osobą, która nie ufa do końca we wszystko co piszą w Internecie. Polegam na nielicznych opiniach osób sprawdzonych, ale przy tej mnogości informacji wolę jednak konsultować różne rzeczy z ludźmi z krwi i kości, którzy mogą mi osobiście udowodnić swoją wiedzę na dany temat. Z tego też powodu spotkałam się z trenerką personalną Katarzyną Kopecką, która poradziła mi jak podejść do aspektu biegania i ćwiczeń w ciąży. W trakcie biegania starałam się utrzymywać tętno w zakresie tlenowym (u mnie to było ok. 150 uderzeń na min), słuchałam swojego organizmu i nic nie robiłam na siłę. Jeśli czułam, że trzeba przejść do marszu to tak też robiłam. Zmniejszyłam dystans do 5km, ale jeśli czułam, że mam sił na więcej to korzystałam z możliwości przedłużenia trasy 🙂 I odwrotnie oczywiście też. Ilość treningów biegowych zmniejszyłam do 3 razy tygodniowo. Gdy temperatury w okresie letnim skoczyły do niebotycznie wysokich przerzuciłam się na spacery i pływanie.

Drugi trymestr to jak wszyscy mówią najlepszy okres w ciąży. Dużo sił i ciężaru jeszcze mało. Tak też było w moim przypadku. Sporo ćwiczeń, biegania, basenu (ten ostatni z powodu infekcji musiałam zaniechać po półtora miesiąca :/ ). Do biegania dorzuciłam ćwiczenia dla kobiet w ciąży oraz zajęcia w domu. Polegałam głównie na filmikach Anny Dziedzic – FitMom i jej poradach. Odpuściłam mięśnie brzucha, zostawiłam jedynie ćwiczenia na stabilizację i to też te łatwiejsze. Skupiłam się na mięśniach nóg i rąk. Przede mną noszenie sporego ciężaru, zarówno ciążowego jak i później w formie maluszka. Musiałam wykorzystać każdą nadarzającą się okazję aby jak najlepiej się przygotować do tego wydarzenia.

Trzeci trymestr to już zupełnie inna bajka. Bieganie zamieniłam na nordic walking. Nie sprawiało mi to już takiej przyjemności, a przecież nie oto chodzi w bieganiu i w ogóle w aktywności fizycznej 😉 Skupiłam się na tym co mi odpowiadało. Dużo spacerowałam, ćwiczyłam już głównie w domu, a także szalałam w kuchni 😉 Zorientowałam się, że kucharzenie bardzo mnie relaksuje i uspokaja. Do tego dorzuciłam bieganie po sklepach za prezentami świątecznymi 🙂 a w styczniu za rzeczami dla maluszka. Udało mi się prawie wszystko zorganizować przed narodzinami 😀

Czy zrobiłabym coś inaczej? Nie. Czułam i czuję się świetnie. Na drugi dzień po porodzie byłam już całkowicie na chodzi. W sumie to mogłam iść pobiegać 😉 Gdyby tylko nie mieć tego zdrowego rozsądku 😉 Rady dla innych? Jeśli tylko możecie, zdrowie wam na to pozwala, ciąża nie jest zagrożona, ćwiczcie, biegajcie, ruszajcie się. Róbcie wszystko to na co macie ochotę, co przynosi wam odprężenie i zapewnia dobry humor. Najważniejsze w ciąży to być zrelaksowanym, nie stresować się i cieszyć tym czasem oczekiwania 🙂

Andrzejkowe podsumowanie miesiąca

Fajnie mi się składa ta moja ciąża 😉 Koniec miesiąca kalendarzowego i koniec miesiąca ciążowego (no dobra, do końca zostaje zawsze jeszcze jakieś 5 dni 😉 ). Biorąc pod uwagę uśrednienie mogę jednak takie założenie sobie przyjąć 🙂

Jak minął mi listopad? Ciężko 😉 Nagle oddychanie stało się cięższe, nogi zaczęły odczuwać ciężar bardziej niż dotychczas, tętno szybciej wiruje w górę. Z tego też powodu zamieniłam bieganie na marsze. Poza tym więcej skupiam się na ćwiczeniach i basenie, korzystam z siłowni itd. Na szczęście pogoda mi sprzyja i pomaga w tej zamianie 😉 Piękna, złota jesień powoli ustępuje miejsca nadchodzącej zimie. Mokre i zmrożone liście nie sprzyjają ciężarnym z zaburzonym poczuciem równowagi 🙂

To wszystko nie zapowiadało jakiegoś spektakularnego wyniku w tym miesiącu, ale mimo to podsumowanie wcale tak najgorzej nie wygląda.

W sumie przećwiczyłam 19h35min.
Pokonałam 47,56km dzięki marszom na dworze i na sprzętach na siłowni oraz pływaniu.
Poza tym miło jest widzieć, że poza obwodem brzucha i biustu oraz wagi nic więcej nie ulega powiększeniu 😀 Jak na razie 9kg na plusie, a przede mną jeszcze tylko 2 miesiące 🙂

Oczywiście nie samymi ćwiczeniami udaje mi się tą wagę utrzymać. Staram się myśleć co jem i ile. Nie stosuję żadnej diety, o nie. Nie kontroluję rygorystycznie kalorii czy ilości. Po prostu myślę co jem i nie rzucam się na słodycze 😉 A jeśli już to staram się przygotowywać coś własnego. Wtedy mogę kontrolować co wrzucam do słodkości, i w jakich ilościach 😉

Na tą chwilę wszystkie moje zabiegi przynoszą oczekiwane, pozytywne rezultaty. Czuję się dobrze. Nie mam żadnych typowych ciężarnych objawów. Żelek rośnie jak na drożdżach, normy zalicza przy każdej wizycie. Nic tylko być w ciąży 😉

Nie pozostaje nic innego jak czekać z niecierpliwością na następne miesiące 🙂

Coś dla ciała, coś dla ducha :)

Piątek, piąteczek, piątunio 😀 Ranek nie zapowiadał się interesująco :/ Ulewa za oknem, a później mgła spowijająca Wrocław zachęcała tylko i wyłączenia do zakopania się w ciepły kocyk, z gorącym napojem.

Później coś tam zaczęło się rozjaśniać, ale wizja przemoczonych butów i ewentualnego przeziębienia cały czas sugerowała abym odłożyła bieganie po parku wśród kałuż :/ Nie było innego wyjścia jak spakować manatki i wybrać się na siłkę. Skorzystałam z bliskości jednej z nich i spędziłam godzinę na bieżni i orbitreku. Przy okazji użyłam nowej koszulki of Fit Mom

i wzbudziłam lekką sensację wśród nielicznych trenujących. Zauważyłam, że jak już ktoś zauważa, że biegam, ćwiczę czy pływam i jestem jednocześnie w ciąży to są to najczęściej mężczyźni. Tzn. nie mówię, że kobiety nie zwracają na mnie uwagi, ale panowie robią to bardziej otwarcie 😉 Gapią się czasami jak sroka w gnat 😉 Na basenie to nawet jeden pan się pytał czy wszystko w porządku jak robiłam przerwy między jedną dziesiątką a drugą 😀

Po treningu dopytałam się przy okazji o zajęcia fitness dla kobiet w ciąży i niestety ale muszę mieć zaświadczenie od lekarza 😉 a przy okazji poprosili abym następnym razem miała je również jak przyjdę na siłownię 😉 Hehe najwyżej znowu będę mieć na sobie znowu kurtkę i wtedy nikt i tak nie zauważy czy ja w ciąży czy nie. A na sali to już nikt na to nie reagował 😉 co w sumie jest mało odpowiedzialne z ich strony, biorąc pod uwagę fakt, że było naprawdę mało ludzi i można wszystkich było ogarnąć bardzo łatwo.

Z biegiem dnia przejaśniło się i wyszło piękne słońce. Dlatego też spakowałam aparat i wybrałam się na wycieczkę po Wrocławiu w poszukiwaniu pięknej jesieni 🙂 Było cudownie. Słońce grzało wspaniale, kolory zachwycały, a Wrocław za dnia jest równie piękny co w nocy 🙂

I tym oto sposobem udało mi się zrobić coś dla ciała i dla ducha. Od dawna chciałam sobie takie fotografo-zwiedzanie po Wrocławiu zrobić, ale zawsze coś mi wypadało. Ostatnio to nawet myślałam, że to już po ptakach, bo pogoda nie zachęcała, a tu nagle się taka cudna chwila trafiła. Wieczorem znowu lało więc miałam szczęście 😉